Pocałunek dłoni  Nigdy nie pocałuję go w rękę - powiedział mój syn, z którym przyjechałam ze Szwajcarii. To średniowieczny zabobon. Bóg jeden wie, ile zarazków jest na jego rękawiczkach po tych pocałunkach!
Syn poszedł do spowiedzi, a ja, czekając na niego, modliłam się na różańcu. Kilka minut później przeszedł obok, nawet mnie nie dostrzegając. Byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam. Był bardzo blady i miał spuchnięte usta: jego wargi były nabrzmiałe i miały fioletowy kolor. Wyglądały jak wargi Murzynów afrykańskich, ale były bardziej niebieskie. Jego oddech wydawał intensywny zapach fiołków.
Powiedział mi, że kiedy nadeszła jego kolej do spowiedzi, ledwie uklęknął przez ojcem Pio, z nieznanych powodów schwycił go za rękę i pocałował ją. Kiedy jego usta dotknęły ręki ojca Pio, odczuł ogień, tak jakby pocałował rozpalone żelazo; jego wargi natychmiast napuchły, a w gardle czuł silny "smak" fiołków.
Ten zapach w jego oddechu trwał przez pięć dni. W miarę jak jego usta wracały do normalnego wyglądu, zapach powoli zanikał.


http://www.kapucyni.ofm.pl