Było to przed wojną... Było to przed wojną, gdy zapadł zmrok, jeden z naszych braci wracał z pociągu do klasztoru. W ciemnej uliczce zastąpiło mu drogę dwóch młodzieńców. Nasz współbrat nawet nie widział ich twarzy osłoniętych mrokiem, a oni nie dostrzegli habitu spod długiego płaszcza:
- Wyskakuj pan z tego palta, daj zegarem portfel i co wartościowe. Tylko pospiesz się pan, bo zimno jak diabli! , powiedział wyższy z nich. W pewnym momencie nadjechało auto oświetlając całą postać zakonnika.
- O, kurcze, nasz kapucyn! - wybaczy ojciec, jak u nas ulice słabo oświetlone, gdybyśmy ojca widzieli, to byśmy nie napadali. I oddając naszemu współbratu płaszcz zaproponował;
- Ojciec pozwoli, ze go odprowadzimy. Tylu tutaj różnych oprychów się kręci, a niebezpiecznie jest chodzić samemu.

http://www.kapucyni.ofm.pl/