Ile przetrwasz...      W splocie zdarzeń, które tak szybko zapominamy, po dziś dzień widzę te spojrzenie. Rok 1999, Toruń, a ja młody, choć już widzący tą niebiańską świętość, słuchałem Go, mimo że nie do końca rozumiałem. Wszyscy chcieli zobaczyć, pędzili wspominając czasy komunizmu. Mi również kazano biegać, jednak oszołomiony stałem. Zapewne gdzieś ciepła łza spłynęła po policzku, ale nic nie było mnie w stanie zmusić do ruszenia się. I wtedy do końca nie wiem skąd pojawił się On. Spojrzał na mnie, trafił we mnie, wzniósł Swą dłoń, czułem jak uderza pogodnie we mnie. Przez moje ciało przebiegły Jego słowa "Kocham Cię". Ta chwila była jedną z niewielu, trwającą nieokreśloną sekundę. On odjechał, ale to wspomnienie pozostanie po wsze czasy. Tą postacią był dziś opłakiwany Jan Paweł Wielki, nasz rodak. Dziś, gdy stało się pewnym, że odszedł, ciągle zadaję sobie pytania, czemu płaczemy i jak długo to będzie trwało?


     Te jedno spojrzenie stało się brylantem w mym życiu. Na pewno zajmujące miejsce na podium. Jego postać stała się ambrozją mego życia. Niestety, mam też oczy, które widzą cały ten spektakl. Pamiętam piątkowy wieczór, gdy poczułem zimną łzę, a raczej ich potok. Wtedy jednak znów przyszła Jego moc, chyba za sprawą Ducha Świętego, który wprowadził mnie w stan skupienia, spokoju, przepełnionego radością naszego czcigodnego Karola. W sobotni wieczór pracę nad Jego pomnikiem zostały zakończone. Noc stała się najciemniejszą, ale ja czułem niepoprawną gorycz nad tym, że świat płacze. Mówiąc w około wszystkim, że jedynym Jego smutkiem teraz jest właśnie nasz smutek. Tylko, że tak naprawdę nikt tego nie chciał słuchać. Jego jedyne pragnienie życia oblane zostało naszymi łzami. Radował fakt, że padły na kolana wszelkie sfery, granice i układy tego świata, ale ciągle grzmiało w głowie na jak długo? W tym czasie przyszedł też wstyd za prezydenta naszego kraju. Pytałem sam siebie, czemu nie powiedział, choć słowa z własnego serca, dlaczego kartka była Jego myślą? Na jakiej podstawie ateista może mówić o niebie? Z każdym dniem oglądałem przemianę, ale jednocześnie czułem koniec tego, nie zakończony happy endem, a jedynie the endem. Ciągle nurtowało pytanie - co będą myśleć przeciwnicy kościoła, religii, balangowicze, histerycy, dewotki itd.itp... Ze wszelkich stron napierają na mnie te insynuację, jak to oblicze wszystkiego się zmieniło. A dlaczego czuję głos, że to wszystko ogranicza się do chwili? Populizm? Iluzja?

     Polak, tak wiele to dla mnie znaczy, ale znów pytam siebie, czemu tylko pod wpływem ucisku potrafimy się zjednoczyć, być Dawidem zwyciężającym z Goliatem? Dlaczego stłamszeni np. żałobą ukazujemy naszą wielkość? On ukazał polskość, przedstawił mnie światu, wszystko to, co najlepsze, ale dlaczego tak niewielu, tak pojedyncze jednostki potrafią odcedzić te najlepsze ziarnka? Gdy czuję zapach tego kraju, moje nozdrza czują najwspanialsze wonie, gdy słyszę dźwięki polskości nic mi nie jest w stanie tego zastąpić, ale też widzę i dlaczego akurat to?

     Dziś nie znam końca tej historii, ale przeczuwam, zapomnienie o wczoraj. O 2.04. 2005 i godzinie 21:37. Dlaczego nie każdy śpiewając Barkę, może pomyśleć o Nim, i nucić w myślach "(... ) to Ty na mnie spojrzałeś..."? Dlaczego Polska płacze, a nie wierzy w Jego słowa, w jego rozsiewaną nadzieję? To my jesteśmy przyszłością, to my mamy o Nim pamiętać i pielęgnować myśli, które przełożył z języka Chrystusa na nasz. Słowa i postawa wydające się najprostszymi w Jego wykonaniu stały się najwspanialszymi. Tylko, że my wolimy sięgnąć po kolejną chusteczkę niż pamiętać!!! On wybudował pomnik, a nam pozostało go jedynie oszlifować. Tylko, że nie łzami, a przyszłością. Wyrzućmy tą czerń, te łzy i proszę siebie, jak i wszystkich nie pozwólmy zapomnieć! To jest Twój i mój Czcigodny Karol, to nas reprezentował."(... ) Wspomnienia palą mnie jak słońce, wspomnienia jak lawa gorące...". Niech ten wers piosenki budzi nas każdego ranka, bez względu na datę z myślą, że On jest, a Jego słowa żyją, i na zawsze pozostanie cząstką Ciebie!

Ku Czci Największego wśród Najzacniejszych

JANA PAWŁA WIELKIEGO



Mariusz z Ciechanowa