Wspomnienia z papieskich pielgrzymek... Ciągle powracają wspomnienia z papieskich pielgrzymek do Polski, zwłaszcza te, w których dane mi było uczestniczyć osobiście; chyba najbardziej pamiętam, jeszcze z czasów studiów, drugą pielgrzymkę i Warszawę, Częstochowę a najbardziej krakowskie Błonia i placyk pod "oknem papieskim" i kardynała Macharskiego, który nie mniej niż my nie chciał dać iść spać Papieżowi...

Potem jeszcze pojechaliśmy "szukać" Papieża w górach, ale musieliśmy się zadowolić widokiem papieskiego helikoptera; (nie pamiętam innej, tak "odpuszczonej" sobie sesji egzaminacyjnej, z której miałabym tyle radości :)

Przez te dni choroby a potem śmierci Papieża i te ostatnie dni, zastanawiałam się co mu zawdzięczam, przez co najbardziej do mnie trafił; za co najbardziej chciałabym mu podziękować;

I najważniejsze sprawy można by ująć tak: Dziękuję za to, że:
- nie trwał za murami Watykanu ale wyszedł szukać każdego człowieka, za to, że przełamywał bariery, granice, progi...
- wołał o świętość i "potwierdzał", że to możliwe ogłaszając nowych świętych i błogosławionych, zwłaszcza współczesnych, że zbliżył niebo z ziemią...
- dał mi ufność w Boże Miłosierdzie, za Dives in misericordia, za kult Miłosierdzia, za św.Faustynę...
- był dla całego świata, dla całego Kościoła, ale dla nas Polaków był szczególnym autorytetem, drogowskazem, za to, że mogliśmy być z niego dumni...
- trwał w swojej misji do końca...

I za wszystko inne, co trudno spamiętać, wyrazić, po prostu ZA WSZYSTKO!

Bogu niech będą dzięki za ten pontyfikat, za tego Papieża, za tego Polaka.

... Musiałam chyba i ja okazać przed kimś swój smutek, ale przecież i nadzieję, że mogę modlić się za niego, z nim a da Bóg może i za jego pośrednictwem...

A teraz, jak to gdzieś wyczytałam, musimy wszyscy stanąć na dwóch (własnych) nogach...


Zosia z Mławy