Same tylko płótna...

Im bardziej zbliżasz się do Boga tym bardziej odczuwasz swoją nicość.

"I patrzę przed siebie
mrużąc oczy
by dostrzec przyszłość"


I czekać trzeba cierpliwie. A Teresa z Avilla powie:

"Cierpliwość w końcu wszystko osiąga".

Warto przypomnieć pełne brzmienie jej słów ujętych w formie poezji:

"Niczym się nie trwóż
Niczym nie przejmuj
Wszystko przemija
Bóg się nie zmienia
Cierpliwość w końcu wszystko osiąga
Temu kto z Bogiem
Nie brak niczego
Sam Bóg wystarcza".


I następne strofy już współczesne:

"I myślę, że warto było się rozstać by znów cieszyć się radością spotkania już na innych".

Ale tamte strofy też współczesne. Dla słów odnoszących się do Prawdy, do Nieskończoności nie ma przeszłości czy współczesności.
Są aktualne zawsze.

* * *

Czy jest możliwe aby nieprawda trwała przez wieki i była przekazywana z pokolenia na pokolenie?
Jest możliwe.
Istnieją legendy o postaciach, które nie istniały, o wydarzeniach, które się zdarzyły.
Np. w naszej historii mamy Popiela, Wandę i wiele innych postaci, czy zdarzeń.
I te przekazy trwają. Ale nikt za nich życia nie odda.
Służą czemu innemu.
Prawda Ewangelii służy jednemu.
Pokazać człowiekowi wszystkich czasów, wszystkich miejsc że jest ważny dla Stwórcy, że życie jego ma sens, że powstał po to, po to się narodził aby kiedy czas się wypełni mógł ujrzeć Stwórcę, podziękować Mu za życie jakiekolwiek ono by było i trwać wiecznie przy Bogu dostając od Niego wszystko.

* * *

Często, kiedy wracamy do przeszłości, do chwil dawno przebrzmiałych uświadamiamy sobie że czas tamten niby minął ale jakoś trwa nadal. Czym jest przeszłość? To nie tylko coś co było. Przeszłość to tajemnica. Bo nie chodzi o znajomość dat czy rekonstrukcję zdarzeń. Chodzi o coś więcej. Jeżeli na zdjęciu, gdzie w końcu zatrzymana jest chwila, zatrzymany jest czas, trwa człowiek i ma tam 20 lat, mimo iż dawno go nie ma, ani tamtych miejsc nie ma, to jest to tajemnica. Chodzi tu o coś więcej.
O co?
Będziemy szukać.
Ale nie tylko śladów przeszłości. Nie o to nam chodzi. O zatrzymany czas?
Nie.
Chodzi o coś nie wyrażalnego. Same tylko płótna.

"I wrócił do siebie dziwiąc się temu co się stało".

* * *

Pascal miał wizję Boga. Był pewien że to Pan. W jego książce, , Myśli" znajdujemy następującą modlitwę:

"Nie proszę ani o zdrowie, ani o chorobę, ani o życie, ani o śmierć, lecz o to, żebyś Ty decydował ku swojej chwale i ku mojemu zbawieniu zarówno o moim zdrowiu, jak i o mojej chorobie, o moim życiu, jak i o mojej śmierci. Ty jedynie wiesz co jest dla mnie dobre. Ty jesteś nieograniczonym Panem. Czyń, co się Tobie podoba. Daj mi lub zabieraj mi, Panie, ale jedno wiem: na dobre mi wychodzi gdy naśladuję Ciebie, a na złe, gdy Ciebie obrażam. Ja nie wiem co korzystniejsze dla mnie: zdrowie czy choroba, bogactwo czy ubóstwo.
Podobnie jest ze wszystkimi rzeczami tego świata".

* * *

"Skoro dzień nastał, zebrała się starszyzna ludu, arcykapłani i uczeni w piśmie i kazali przyprowadzić go przed swoją radę. "
To Łukasz opowiada o tym.
Wyobrażasz sobie te dostojne ruchy te wystudiowane gesty, to poczucie władzy i mocy.
I On który się mieni Synem Bożym.
"Więc to Ty jesteś Synem Bożym?"
Odpowiedział im "Tak, Jestem Nim."
Ale oni wiedzą lepiej. "Mędrcy i uczeni wszystkich czasów, zawsze wiedzą lepiej.
Tych nie przekonasz.
Nam to powiedz. My uwierzymy.

* * *

"Jeśli ktoś z was mniema że jest mądry na tym świecie,
niech się stanie głupim, by posiąść mądrość".
(1 Kor 3, 18 - 19)

No jak to, a setki przeczytanych książek, a setki obejrzanych filmów, a podróż prawie dookoła świata to co? To nic.
Nic.
A cierpienie? Tu nie ma mądrych. Cierpienie - to doświadczenie, które ma nam pomóc w dojrzewaniu.

"Błogosławieni, którzy płaczą albowiem oni będą pocieszeni".

* * *

Dlatego prosimy, oświeć nas słowem, spraw, abyśmy brali je na serio… I nie ma nic raz na zawsze. Ciągle od nowa, budować trzeba mozolnie przyjaźń, dom, nie ten dom z cegły, ale ten Dom, który potem tkwi w pamięci przez lata opisywany, wspominany. A jak przyjdzie czas na to: "Ogarnij mnie, ogarnij mnie w zły czas... " to z "Pasji wg św. Mateusza" J.S.Bacha. Tylko możemy jak ci z XV wieku czy XII czy z jakiegokolwiek innego czasu szukać, błądzić, zachwycać się, upadać. Za mało czasu by wszystko poznać.
Tylko po co wszystko poznawać?
Wystarczy jedno słowo.

* * *


Muszę zrozumieć, że Bóg objawia się we wszystkim -
We wszystkim, co mnie otacza,
We wszystkim, co mnie spotyka;
Że Bóg objawia się we mnie -
W moim życiu i w mojej śmierci,
W moich utrapieniach i cierpieniach;
One nie są na moje udręczenie,
Ale, aby się objawiło we mnie Jego dobro;
Cokolwiek bowiem daje mi Bóg, daje dla mego dobra.

Bóg chociaż dopuszcza cierpienia,
Nie jest Bogiem cierpienia, ale pociechy.

Jeśli ktoś nie wierzy w to szczęście,
Niech usiłuje wprowadzić w życie Błogosławieństwa,
A przekona się, że Bóg jest naprawdę Bogiem pociechy.

Każdy ma taką indywidualną przygodę. Niby są całe biblioteki gdzie zapisane jest życie, wiedza i doświadczenia tysięcy, setek tysięcy osób. Jest tam tysiące ostrzeżeń przed złem, złym postępowaniem ale nic to. Każdy musi sam indywidualnie przeżyć, doświadczy zła i dobra. A potem bierze za pióro, pędzel, aparat, kamerę i chce zostawić ślad i ostrzeżenie. Wierzy że ktoś go posłucha, zrozumie, że wpłynie na kogoś.
Byłem tu krzyczy Juliusz Słowacki.
Byłem tu krzyczy Jan Sebastian Bach.
Byłem tu krzyczy Rembrandt.
Cokolwiek bym pisał, malował, komponował wszystko świadczy o Nim
Wszystko.

* * *

"Wie Ojciec, że tego wszystkiego potrzebujecie".

Ojej, lista jest ogromna. Potem oczywiście z roku na rok skreślamy niektóre punkty ale i tak potrzeba dużo. A tu:
Nie można zbytnio zabiegać o swe życie, o jutro, o… wiele, wiele rzeczy. Wystarczy zwyczajna troska wielkie zaufanie dobremu Bogu. Kiedyś gdzieś tam w wielkiej sali pięknego zamku, położonego wśród lasów i jezior (to taki schemat ale nieźle brzmi) wielki książę planował wyprawę aby byś jeszcze większym księciem, potem zadbał o sam zamek aby najlepszy architekt go zbudował, zadbał o wyposażenie, obrazy, dzieła sztuki. W ogóle wszystko planował a potem konsekwentnie realizował. Teraz zamek nie istnieje. Właściwie zostały tylko malownicze, fotogeniczne ruiny.
I nie chodzi o to że wszystko przemija i że nie warto nic. Otóż warto. Chodzi tylko o hierarchię ważności i wartości. I gdziekolwiek spojrzymy w jakikolwiek punkt to idąc krok po kroku gdzieś dojdziemy. Dojdziemy do Źródła wszystkiego. Chwycimy ten kamień wydłubany z ruin naszego zamku opisanego wcześniej i opowie nam historię początku
i końca.
Kiedyś przywieziono mnie na budowę. Były jeszcze nie wykarczowane drzewa. A potem wznoszono mury zamku i wprowadził się książę.
No.
Dalej już znacie.
Aha. A w tej komnacie na drugim piętrze córka księcia do późna w nocy czytała księgi. Taka jakaś była romantyczna. Pewnie zmarła młodo.

* * *

"A Piotr szedł z daleka".

Za chwilę się zaprze Jezusa. To zdanie "A Piotr szedł z daleka" jest u Łukasza 22, 54.
Piotr letni. Waha się.
Widział Jezusa na Górze Przemienienia i nie wierzy. Oddalił się od Jezusa i już jest źle. Przede wszystkim z nim jest źle.
Przybliż się Piotrze.
Nie odchodź za daleko.

* * *

"Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię".

Bądź cicho zdaje się mówić drzewo w lesie. A - mówi drzewo - mam już 150 lat a ty krzyczysz że wiesz wszystko. Albo takie góry. Stoją majestatycznie i czekają. Cisi posiądą ziemię. W ciszy i spokoju drzewo, las, trawa naprawią co ty zniszczyłeś głośny człowieku. Cichy człowiek kiedy leży pod aparaturą i walczy o parę minut więcej życia. Gdzie wtedy moc krzykacza. Cichy leży i za chwilę na własność posiądzie ziemię.

* * *

Nie zawsze rozumie Boga, ale zawsze idzie za jego rozkazami. Bóg ze swej strony błogosławi mu. Tak postępował Abraham i wielu innych. W tej drodze przychodzi zwątpienie, zniechęcenie i znużenie. Jaśku, chodź z nami w drogę inną, nie drogę z Juliuszem. Rozpoczynamy niwą przygodę. Zostały same tylko płótna więc szukać będziemy osoby, która była owinięta w te płótna. Kto szuka ten znajdzie. I będziemy przeżywać zniechęcenie, bo nie zawsze z ochotą iść będziemy. I będziemy przeżywać zwątpienie ale iść musimy. Już wiemy że tylko tą Drogą iść warto.
Inne drogi nie warte by iść.
Szkoda czasu, życia.

* * *

W każdym wydarzeniu można dostrzec ścieżkę, która prowadzi do Boga. Jaśku ty będziesz szukał takich punktów, które będą dla nas wskazówkami. Będziesz wertował księgi, wspomnienia, pamiętniki, będziesz oglądał zdjęcia, filmy i przynosił nam będziesz różne perły. Sól nam przyniesiesz.Promyk.

* * *

Co znalazłeś?
List do Brata Alberta. Cała księga - jedno zdanie:
"być dobrym jak chleb" - wystarczy aby żyć i owocować.Tak. To Kraków. Brat Albert idzie stukając drewnianą nogą. Idzie i daje chleb. Ci w ciepłych, dostatnich domach wiedzą lepiej co trzeba robić. Jak żyć. Czują się lepsi od tych do których idzie Brat Albert. Uważaj mogą rzucić kamieniem bo czują się bez grzechu.

* * *

Panie, gdybyś tu był. Ale ciebie nie było. Gdzie byłeś?
I umarł Łazarz. Wszystko przemija.
"Na bagnach niedostępnych
głos kaczek się niesie w przestrzeni.
Nad olchę, nad modrzew ścięty
Wzlatują płochliwe cienie".


Ten świat odchodzi. W tym świecie łatwo było znaleźć coś nieuchwytnego, to piękno jedyne. Ale spróbuj znaleźć to samo na ruchliwej ulicy. Wejdź do domu. Tam w pokoiku umiera starszy człowiek, nikt o nim nie pamięta. Już on niepotrzebny. Ale on wiele lat temu też wszedł do pewnego pokoiku, tam ujrzał odchodzącego człowieka, spojrzał i wyszedł. Nie uwierzył że i on też będzie tak odchodził. Nikt nie wierzy.

* * *

Dziękujcie zawsze za wszystko.
Ale on nie widzi.
Ale on nie słyszy.
Ale on nie chodzi.
To tajemnica, przejdźmy dalej i nie mędrkujmy.

"Jam nikt! A ty ktoś, bracie jest?
Możeś ty nikim też? Aż dwoje nas, więc cicho bądź,
Bo nas wygonią stąd… "


* * *

"Muszę poznać dwie lub trzy gąsienice jeśli chcę zawrzeć znajomość z motylem".

A.S. Exupery
Musimy być na tyle cisi, na tyle prości, na tyle pokorni, żeby Jemu pozwolić wytyczać kurs i wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję udzielania nam pouczeń. Setki lat temu też ktoś to przeżywał. Nauczył się wiele, uwierzył, starał się przekazać innym co wie i co się okazuje.
Znów trzeba od nowa wszystko.
A więc każde życie to osobny świat, wszechświat nawet.
Można go poznawać szybko, pobieżnie. Można też kontemplować jeden szczegół.
A w tym szczególe On.

* * *

Popatrz taki wiersz znalazłem i

"Bogu -
istnienie
Cesarzowi -
nicość".


Cztery słowa, zawierają wszystko. Cesarz to świat. Nasz świat, twój i mój. Świat, który był, który jest i który będzie. I szukamy tamtego świata na fotografiach, czytamy i nim we wspomnieniach.
I nic.
Nie ma go. Ale jak rozgryźć tajemnicę istnienia tamtych chwil?
Po co były kiedy dziś przeminęły bez śladu.
Czy były nieważne?
"Cesarzowi nicość"
A gdyby ofiarować ten świat Bogu.
I chwilę każdą.

* * *

"Nie znam drogi rzeki
Chociaż na mapie
Zaznaczona jest kolorową kreską"


Nie wiem co jest prawdą
A co złudzeniem powiek

"...człowiek żyje w ciągłej niepewności
w niepewności dnia, który ma przyjść".


Ci z przyszłości wymyślą wszystko lepsze.
Będą drwić z naszych osiągnięć, tak jak my wyśmiewamy się z "osiągnięć" naszych przodków.
Ale w paru rzeczach przodkowie byli lepsi.
Mieli Bacha.
Mieli Mozarta.
Mieli Leonarda da Vinci.
Niezłe Katedry im wyszły.
Umieli malować, budować, komponować, nieźle pisali.
Zaraz, zaraz, to jednak nie byli tacy najgorsi.
Właściwie byli lepsi.

* * *

"...a chwila mojej rozłąki nadeszła..."

Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy.

"Baruch Spinoza z Amsterdamu
zapragnął dosięgnąć Boga
szlifując na strychu
soczewki
przebił nagle zasłonę
i stanął twarzą w twarz.
Ciąg dalszy tej opowieści jest następujący: kiedy Spinoza pytał Boga o "naturę człowieka",
i o "pierwszą przyczynę", i o "przyczynę ostatnią" -
Bóg milczał dyskretnie, acz lekceważąco. A potem rzekł:
Pomówmy jednak
O Rzeczach Naprawdę Wielkich.
I - wytknął Spinozie, że kaleczy sobie ręce, niszczy wzrok, źle się odżywia, nędznie odziewa, nie schlebia wielkim tego świata, nie dba o dochody itd.
A przede wszystkim - kontynuował Pan:
- uciszaj
racjonalną furię
upadną od niej trony
i sczernieją gwiazdy
- pomyśl
o kobiecie
która da ci dziecko".

Rzeczy naprawdę wielkich.
Wrócimy do tego Jaśku. Wrócimy na pewno. Ta przygoda trwa. Ta podróż przez słowa i myśli.
Czytaj więc czytelniku dalej.

* * *

Prędzej czy później trzeba będzie zbliżyć się do Hioba.
Hiob pragnie udowodnić że wszelki dialog z Bogiem jest niemożliwy.
Bóg go nie tylko pokrzywdził, lecz także otoczył milczeniem pustyni i ciemnością.

"Wołam do Ciebie, a nie odpowiadasz, staję przed tobą a nie zważasz".

Jest to dramat wiary i próba wiary. Nigdy jednak nie przyjdzie Hiobowi do głowy że Boga
może nie być. Tam jednak gdzie brak wszelkiej poręki i pomocy ludzkiej, Bóg ma stać się pośrednikiem między Hiobem a Samym Sobą. Bóg nie odpowiedział Hiobowi na żadne z jego pytań. Ale samo spotkanie z Nim, nic nie tłumacząc wszystko uczyniło jasnym.

* * *

No i trzeba by zamilknąć. Bóg milczy. Ale przemawia we wszystkim. A człowiek to jak małe dziecko. Jakim językiem można rozmawiać z małym dzieckiem? Jak mu wytłumaczyć istotę życia, śmierci, przemijania. Nic mu nie trzeba tłumaczyć. Niech żyje. Życie może, może mu coś wytłumaczy. Może dojdzie do niego jedno słowo. Może zrozumie że uczestniczy w czymś wielkim. W życiu uczestniczy. A pytań Bogu zadawać nie należy. Bo świat to wielka odpowiedź. Właściwie świat, właściwie historia, przeszłość, życie jednostki składa się z samych odpowiedzi. Wystarczy tylko pytać i cierpliwie czekać.

* * *

Pod Damaszkiem nastąpił błysk i Szaweł staje się Pawłem. Jezus wykorzysta jego charyzmę aby Słowo rozniesione zostało po rozległych przestrzeniach Cesarstwa Rzymskiego. A w XX wieku to samo przeżyje Andre Frossard.
Zobaczmy jak on opisuje doświadczenie mistyczne.

"Jest godzina siedemnasta dziesięć. Za dwie minuty będę chrześcijaninem.
Jestem ateuszem pełnym wewnętrznego spokoju; nic nie przeczuwam więc, gdy znużony czekaniem na koniec niezrozumiałych praktyk religijnych, które zatrzymują mego towarzystwa dłużej niż się tego spodziewał, otwieram kolei małe żelazne drzwi, by zbadać z bliska, w charakterze artysty czy gapia, budynek gdzie mój przyjaciel - mam ochotę powiedzieć - zasiedział się (w rzeczywistości czekałem na niego najwyżej
trzy albo cztery minuty).
Wnętrze kaplicy jest równie mało porywające jak jej wygląd zewnętrzny. Przypomina ono banalny kadłub okrętu z kamienia, którego ciemnoszare linie nieruchomieją i wyruszają dalej, nie osiągając niestety jednak ideału prostoty i piękna z epoki Cystersów. Nawa dzieli się wyraźnie na trzy części. W pierwszej z nich, blisko wejścia, zgromadzili się wierni, którzy modlą się w półcieniu. Witraże zaciemnione masą sąsiadujących budynków rzucają nieco światła na rzeźby i na boczny ołtarz ozdobiony bukietami kwiatów.
Kaplica jest w głębi stosunkowo jasno oświetlona. Nad głównym ołtarzem ustrojonym na biało, nad masą roślin, kandelabrów i ozdób, wznosi się duży krzyż z obrobionego metalu, mający w środku białą matową tarczę. Trzy inne tarcze o tych samych wymiarach, ale o nieco odmiennym odcieniu tkwią u góry krzyża i na końcach jego ramion.
Stojąc przy drzwiach, szukam wzrokiem mego towarzysza, lecz wśród klęczących przede mną postaci nie daje mi się odnaleźć go. Wzrok mój błądzi między cieniem a światłem, wraca bezmyślnie do zebranych ludzi, wędruje od wiernych do nieruchomych zakonnic, od zakonnic do ołtarza i zatrzymuje się, nie wiem dlaczego, na drugiej z rzędu świecy palącej się na lewo od krzyża. Nie na pierwszej czy trzeciej, lecz dokładnie na drugiej. I wtedy właśnie następuje nagle i kolejno szereg przedziwnych zjawisk, których nieubłagana gwałtowność zniweczy w jednej chwili absurdalną istotę, jaką jestem, i wyprowadzi na światło dzienne olśnione dziecko, jakim nigdy nie byłem.
Najpierw narzucają mi się słowa: "życie duchowe".
Nikt ich nie wypowiedział, sam ich nie sformułowałem, słyszę jakby wymówił je ktoś obok mnie szeptem i to ktoś, który widzi rzeczy, jakich ja jeszcze nie widzę.
W chwili gdy ostatnia sylaba tego wyszeptanego wstępu dociera zaledwie do progu mej świadomości, zaczyna nagle toczyć się wstecz jakaś lawina. Trudno mi powiedzieć, że otwiera się niebo; nie otwiera się, lecz rusza z miejsca, wznosi się nagle, jak niemy płomień, z tej kaplicy, gdzie nic go nie zapowiadało i gdzie tkwiło w sposób tajemniczy. Jak opisać je niezdarnymi słowami, które odmawiają posłuszeństwa, grożą zahamowaniem myśli, złożeniem ich w lamusie chimer?
Jakich farb użyłby malarz, który ujrzałby nagle nieznane dotychczas kolory? Niebo to niezniszczalny kryształ, nieskończenie przejrzysty, tak świetlisty, iż trudny do zniesienia (gdyby siła jego światła osiągnęła jeden stopień więcej, przestałbym istnieć), o odcieniu r a c z e j b ł ę k i t n y m, to świat inny, świat o blasku i nasileniu takim, że nasze istnienie zamienia się w jakieś wątłe cienie zaludniające niedokończone sny.
Jest ono rzeczywistością, prawdą, którą oglądam z perspektywy ciemnego brzegu, gdzie znajduję się jeszcze. We wszechświecie panuje porządek, a nad nim króluje, po tamtej stronie zasłony z błyszczącej zasłony, fakt istnienia Boga, fakt, który stał się obecnością i istotą; jeszcze chwilę temu byłem gotów zaprzeczyć istnieniu tej istoty, którą chrześcijanie nazywają n a s z y m O j c e m; teraz zaś przekonuję się, iż jest ona dobra, pełna dobroci nie dającej się porównać z niczym, nie tej, którą nazywa się dobrocią bierną, lecz tej, która, będąc czynna, łamie wszystko, prześciga wszelki gwałt, umie rozbić najtwardsze skały i to, co jest jeszcze twardsze od skały - ludzkie serce".

* * *

To nawrócenie Andre Frossarda, uświadamia że tamta Rzeczywistość jest obok nas. W każdej chwili może się objawić każdemu. Ta nasza rzeczywistość to płótna i w każdej chwili wejść w nie może Nieskończoność.
A co pisze Thomas Merton.

"Żywione przez człowieka ziemskie pragnienia są cieniami. W spełnianiu ich nie ma prawdziwego szczęścia. Dlaczego zatem nie przestajemy się uganiać za uciechami bez wartości? Ponieważ s a m t e n p o ś c i g stał się naszym jedynym substytutem radości. Niezdolni do spoczęcia w czymkolwiek z tego, co osiągamy, postanawiamy znaleźć zapomnienie o naszym niezadowoleniu w nieustannym poszukiwaniu nowych zaspokojeń.
W pościgu tym samo pragnienie staje się naszym głównym zaspokojeniem.
Życie oparte na pragnieniach jest jak pajęczyna - powiada św. Grzegorz z Nyssy. Jest to krucha tkanka bezwartościowych marności, którą oplata wokół nas ojciec kłamstwa, Szatan, wróg naszych dusz, a która jednakże może nas złapać i mocno trzymać, wydając nas jemu jako jego więźniów. Niemniej złudzenie jest tylko złudzeniem, niczym więcej.
Wszystko, za czym człowiek goni w tym życiu, istnieje tylko w jego umyśle, a nie w rzeczywistości: opinia, honor, godności, sława, szczęście: wszystko to jest dziełem pająków tego życia… Ale ci, którzy wznoszą się na wyżyny, jednym trzepotem skrzydeł wymykają się pająkom tego świata. Tylko ci, którzy są ociężali i bez energii, jak muchy, zostają schwytani na lep tego świata i ujęci i skrępowani, niby sieciami, przez honory, przyjemności, pochwały i różnorakie pragnienia i w ten sposób stają się łupami bestii, która czyha aby ich pojmać.
Zasadniczym tematem Koheleta jest paradoks, że chociaż nie istnieje "nic nowego pod słońcem", każde następne ludzkie pokolenie skazane jest przez naturę na zużywanie się w pogoni za "nowościami" które nie istnieją. Ta idea, równie tragiczna jak orientalne pojęcie karma, które bardzo przypomina, zawiera w sobie właśnie wielką zagadkę pogaństwa. Tylko Chrystus, tylko Wcielenie, poprzez które Bóg wyłonił się ze swej wieczności, aby wejść w czas i uświęcić go dla siebie, mogło uratować czas przed byciem zamkniętym kręgiem frustracji".

* * *

Z literatury staroruskiej przytoczmy takie wersy:

"Zaprawdę, dobre to jest, bracia,
i wielce pożyteczne
rozpamiętywać ksiąg bożych naukę.
Ona i duszę w czystości zachowuje,
i umysł do pokory nakłania,
i serce w cnotach wszelakich ćwiczy,
i wdzięcznością człowieka napełnia,
do niebios
ku obietnicom pańskim
myśl kieruje,
na trudy duchowe ciało krzepi,
ku pogardzie świata,
sławy i majętności przywodzi,
a wszelkie smutki żywota odejmuje.

Dlatego błagam was
przykładajcie się pilnie
do ksiąg świętych czytania,
abyście nasyceni słowami bożymi
zapragnęli tęskliwie
niewymownych słodyczy
przyszłych czasów.




To jest bowiem sama prawda
niewidzialna lecz wieczna,
nie znająca kresu,
mocna i niewzruszona.
A nie samym językiem
czytać mamy pisanie owo,
ale z uwagą zgłębiać,
a czynem usilnym pełnić".

* * *

Pisze Kohelet takie słowa:
"Uczynił wszystko piękne w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenia o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł których Bóg dokonuje od początku aż do końca"
Nie może człowiek poznać planów Bożych.
Ale wiedzieć musi że ten plan jest. Piękny i doskonały. Misterny i prosty.
I nieraz Bóg w błysku ognia ukazuje się a to Mojżeszowi a to Juliuszowi a to Andre Frossardowi i oni wyjaśniają cząstkę planu. Opisują jedną nitkę wplecioną w nieskończenie wielki dywan. Tylko tyle i aż tyle.

* * *

"Kiedy się iskrzy inny Dzień
i pochyla nade mną całując lekko w czoło -
On jeden wie, jak zmagam się,
aby go przejrzeć przez powietrze,
kiedy to On - wokoło".

* * *

Pędzimy naprzód i gdzieś zostawiliśmy Hioba.

"Hiobie, prowadzę twoją rękę jak rękę ślepca po znakach i kształtach, których oczy nie mogą zobaczyć. Lecz powtarzam, ty zaś zechciej zrozumieć:

Stwórca i stworzenie w zupełnie inny i wzajemnie nieporównywalny sposób uczestniczą w rzeczywistości wszechrzeczy; przeto nie możesz pojąć bardzo wielu spraw, nawet miejsca i sensu swojego cierpienia. Cóż więc ci pozostało?

Hiobie, spróbuj zawierzyć Temu, który życie wyprowadził z nieistnienia.
Kimże ty jesteś, Hiobie, że podnosisz skargi aż do gwiazd? Czy sądzisz, że nie usłyszałbym ich gdybyś milczał?
Hiobie, sługo wierny, niech przyjdzie uciszenie".

* * *

Trochę farby, pędzel, sztaluga i płótno. I czas. Czas potrzebny by stworzyć dzieło. Ale to dzieło, ten obraz, zanim znajdzie się na płótnie musi urodzić się w głowie twórcy. Ale nawet gdy usiądziemy przed płótnem i zaczniemy go kontemplować to nie wiadomo po co powstało. Właściwie byt obrazu nie jest konieczny. Ale gdy obraz zaistniał staje się konieczny. Konieczny dla epoki, konieczny dla twórcy. Każdy obraz jest tajemnicą. Bo na płótnie jest coś więcej. Nie chodzi o farbę, nie chodzi o temat, o nastrój. Chodzi o coś więcej. Nawet nie chodzi o zatrzymany czas. Chodzi o niewyrażalne zawarte w każdym obrazie.

* * *

"O wiarę
mocuje się z aniołem do czasu
aż sprawiedliwą ręką uzbrojoną w miecz
zetnie na wieczność
wszystkie moje lata
choć niejednej chwili szkoda"

Na płótnach zapisano niejeden błysk czasu. Zapisano fragment zdarzenia, wyobrażenia o przeszłości, wygląd człowieka. Namaluj mnie mówił niejeden. Namaluj mnie w kontuszu, w pięknej balowej sukni, namaluj ten dom, ten las:

"Tu każde drzewo, krzew, owad zakreśla swoją przestrzeń do umierania bije serce lasu".

I tworzymy nasze wyobrażenie życia. To jest ta poplątana strona dywanu.

* * *

Obrazy malowało wielu. Malował Grottger. Jeden z jego obrazów przedstawiał taki malutki fragment z naszej historii:

"Na etapie obok granicznego słupa stoją w długim szeregu zesłańcy pilnowani przez strażników i dwa ujadające psy. W głębokim śniegu ślady licznych stóp. Niebo pochmurne, horyzont siny, bezkresny. Ból, rezygnacja, przygnębienie, wzgarda i nienawiść widnieją na umęczonych obliczach".

Tak, to jest fragment naszej historii, uchwycony pędzlem przez malarza. Jednakże z obrazu tego można odczytać naszą przeszłość od początku dziejów i naszą przeszłość do końca dziejów. Jest on maleńkim fragmentem ale fragmentem całości i ta całość jest w nim. I w każdym obrazie jest całość.
Bo to że oni zmierzają do kraju gdzie zabito nadzieję miało swoje początki gdy powstawał nasz kraj. Na obrazie gdzie widać chrzest Polski widać też nas z XXI wieku. Przypatrzmy się dobrze. Widać tam nas. Jeszcze nas nie ma, a już jesteśmy. Właściwie tacy.

* * *

Jedni dostawali wiarę od Pawła. Tak się złożyło że żyli w tamtym czasie i tamtym miejscu. Co z wiarą robili dalej? Zależało to od tego na jaką ziemię padło ziarno.

* * *

"Wierność Twoja trwa z pokolenia na pokolenie".

To z Psalmu 119. Najdłuższy chyba ten Psalm. Te pokolenia co po nas przyjdą jakie będą?
My tego nie wiemy. Nie możemy sobie nawet tego wyobrazić.
A Pan już wie. Jeszcze nie narodzili się ci, których prawnuki będą budować świat przyszłości a Bóg już wie wszystko o nich. Wie kto będzie miał życie piękne, a kto tragiczne. Kto będzie wierzył a kto będzie ateistą. Kto zginie w wypadku (nie wiem czy będą samochody ale wypadki będą) a kto napisze książkę o Jezusie. A "Wierność Twoja trwa z pokolenia na pokolenie". Już było tyle cywilizacji, epok a ile jeszcze będzie. I wszystkie następne pokolenia będą zachwycać się (no może nie wszystkie) górami, wschodami słońca i lasem. Bo las przetrwa. Rozsypią się wieżowce Nowego Jorku i znów ludzie mieszkać będą w parterowych domkach i mówić do siebie:
- Dzień dobry sąsiedzie, jakże pięknie pachnie bez u sąsiada.

* * *

"Odliczył ludziom dni i wyznaczył czas odpowiedni".

A tu książkę bierzesz i czytasz o czasach dawnych. I myślisz, o jak by to było dobrze żyć w średniowieczu. Mieć komnatę na zamku i na wojny jeździć. A tu musisz żyć w komnacie na X piętrze wieżowca. Wojny nie tylko w telewizji oglądać. Ale to twój czas.
Co byś ty w średniowieczu robił. Na pewno zaraz by cię na tej wojnie zabili albo i gorzej zranili. A szpitali nie było, tylko pajęczyny z chlebem czy zioła. A teraz co?
Zadzwonisz, jak gorączkę masz, pogotowie przyjedzie i już!
Teraz lepiej żyć a nie w średniowieczu.

* * *

- Autorze książki "Same tylko płótna" - rzekł nagle Jasiek.
- Poziom tego co napisałeś powoduje że ja nie mam zamiaru współpracować z tobą.
Czy aż tak źle z tobą że musisz pisać jakieś banały o komnatach średniowiecznych i wojnach?
A twoje refleksje to poziom10 - latka.
- Jaśku, wszystko wokół się infantylizuje. Przecież wiesz.
- No ale ty nie musisz ulegać.
- Nie muszę? Nie muszę!

* * *

"Czy chcecie abym uwolnił Króla Judejskiego"

I krzyczeć zaczęli wszyscy:

"Nie tego, lecz Barabasza"

Jeszcze teraz słychać ten krzyk. A w ciszy kościoła Jezus na ołtarzu a przed nim człowiek błagający tego cichego o pomoc. Bo tylko ten cichy może pomóc.

"Błogosławieni cisi albowiem oni odziedziczą ziemię"

* * *

"Tylko raz jeden w moim życiu medytacja nad wydarzeniami ewangelicznymi okazała się bezowocna, chociaż i ona miała swój ukryty i mądry sens. Przed kilkom laty postanowiłem napisać opowieść o tym, co by się stało ze światem, gdyby Chrystus nie istniał. Gdy zacząłem obmyślać akcję i konflikt, charaktery osób, stosunki polityczne i społeczne, wśród których to fikcyjne zdarzenie miało się dziać, doznałem wrażenia, jakby z głębi czasu zionęła ku mnie potworna otchłań niemożliwa do określenia. W żaden sposób nie mogłem sobie wyobrazić nieobecności Chrystusa w ludzkich dziejach. Wyobraźnia odmówiła mi posłuszeństwa. Nie zdołałem wykrzesać z siebie ani jednego obrazu. Tworzywo okazało się jałową miazgą, której nie umiałem nadać kształtu. Stanąłem oko w oko z demoniczną próżnią, w której ani siebie, ani sensu świata nie mogłem odnaleźć. Zrozumiałem, że bez Ewangelii jestem niczym, że nie istnieję, że tylko ona ustala i potwierdza materialnie i duchowo mój osobisty byt".

To napisał Roman Brandstaetter. Żyd, który się nawrócił na katolicyzm. Polski pisarz. Mówimy w tej książce o nawróceniach. O nawróceniu św. Pawła, Andre Frossarda.
O tym momencie kiedy życie zaczyna biegnąć innym torem.
Okazuje się że tym właściwym. A Roman Brandstaetter zaczął pisać.
Pisał o Jezusie z Nazarethu tak jak może pisać ktoś kto czuje ten naród, wśród którego żył, działał 2 tysiące lat temu Mesjasz oczekiwany i odrzucony.

* * *

Pozostanie tajemnicą jakimi drogami zbliżał się do postaci Jezusa, Roman Brandstaetter. Jak doszedł do wyrażenia ludzkimi słowami wewnętrznego kręgu przeżyć psychicznych Boga żyjącego wśród ludzi, w ludzkim ciele. Boga tak podobnego zewnętrznie do ludzi że Jego otoczenie nie potrafi go rozpoznać. I zadają sobie ci co Go otaczają pytanie "Kim On jest?".
Ślepe oczy istot ludzkich nie potrafią wniknąć w głąb Mocy Bożej szczelnie okrytej człowieczeństwem.

* * *

"Jeszuo… ben Josef… przypomnij sobie o mnie… gdy wejdziesz do Królestwa Bożego.
Ten łotr jest teraz jedynym człowiekiem na ziemi, który głośno żebrze u Niego o łaskę.
Nikt go o nic nie prosi. Czy można o cos prosić nędzarza konającego na haniebnym krzyżu? Spomiędzy Jego tężejących warg sączą się słowa, przyrzeczenie, a zarazem dowód wdzięczności za ten jedyny głos głośno wołający do niego z wysokości krzyża, z wywyższonego sąsiedztwa:
...Będziesz ze mną...w raju...dzisiaj..."
To z książki "Jezus z Nazarethu". Jezusie przypomnij sobie o mnie.
O mnie też.

* * *

"Błogosławieni, którzy się smucą... "

Tyle jest powodów do smutku. A tutaj słowa aby być szczęśliwym, że smutek przyszedł i trwa. Nieraz długo trwa. Nie wszyscy wytrzymują. Nie wszyscy dotrwają do świtu.

* * *

"Tam się Anioł w smutku cieszył..."

Marta Robin 52 lata leżała w łóżku. Otrzymała stygmaty i niewymowne cierpienie. Jednakże powiedziała takie słowa:

"Jest to nie do zniesienia i jest to rozkoszne".

Była niewidoma. Przez 52 lat nic nie jadła i nic nie piła. Rozum ludzki jest tutaj za mały by cokolwiek wyjaśnić. Ale dlaczego aż takie cierpienie. Chrystus cierpiał jeden dzień. A stygmatycy cierpieli nieraz całe życie. To jest niewytłumaczalne. I znów to słowo "dlaczego? " pozostaje bez odpowiedzi. Przeciwnik Jezusa znajdzie tu argumenty i zwolennik znajdzie.
52 lata cierpienia. A co w zamian?Niebo. A łotr na krzyżu też otrzymał Niebo.
Za jedno słowo.

* * *

Pisze Juliusz St. Pasierb taki wiersz:

"Miłość milczy a śmierć ciągle daje nam znaki
… śmierć za to mówi bez przerwy
w dotknięciu instrumentu
w uśmiechu w objęciu
albowiem znakiem śmierci
może być każdy gest życia".

* * *

Jaśku ty będziesz żył na kartach tej książki i jak ktoś czytać ją będzie to dialog z tobą nawiąże. A ja pamiętam ludzi, którzy odeszli na zawsze. Ich czas się skończył, dlatego opowiem ci o nich. Zaczniemy od Marii.
Maria urodziła się w 1896 roku, a więc jeszcze w XIX wieku. Chodziła do rosyjskiej szkoły w Będzinie. Przed każdą lekcją hymn rosyjski "Boże cara chranij" śpiewała, a gdy miała 12 lat już pracowała. Nosiła cegły na budowie. Kiedy wracała do domu to zasypiała na stojąco ze zmęczenia. Był rok 1908. Zostawmy teraz Marię, wrócimy do niej. Nich odpoczywa. Ma 12 lat a zmęczona życiem niczym osoba 60 letnia.

"Bóg podarował mi życie tak po prostu".

Ten wiersz dla niej, dla Marii. Tylko dlaczego dostała takie życie.

* * *

Jakie było życie Marii? Skończyło się już. Można je analizować, nawet oceniać. Żyje tylko w pamięci. Ale zatrze się ta pamięć. I nie można jej życia opowiedzieć innym. Nie da się przekazać uroku chwili, nastroju, głosu, gestu, spojrzenia. Te wszystkie opisy są suche. Ale będziemy opisywać jej życie. Na razie ma 12 lat. Odpoczywa po ciężkiej pracy. Jeszcze czeka ją droga do biedaszybu. Musi przynieść węgla.
Odpoczywaj Marysiu.

* * *

Jezus dobrze wiedział że trzeba pomóc naszej słabej wierze, dlatego też pozwolił niektórym słyszeć, widzieć i dotykać tego czego
"oko nie widziało i ucho nie słyszało".
Żyjesz w świecie symboli i znaków. Wszystko znaczy więcej, niż widzą twoje oczy i dotykają ręce. Miej więc ten wspaniały Boski zmysł, który pozwala pod znakami świata rozpoznać inny świat. I życie każdego człowieka jest znakiem. I jest pełne tajemnic.

* * *

Bogactwo rzeczywistości jest niemal nieskończone. Ta sama rzecz oglądana z innej strony jest zupełnie inna. Z punktu widzenia dzisiejszego świata gdzie liczy się sukces, użyteczność, przydatność, 52 lata cierpienia Marty Robin nic nie znaczą. To głupstwo w ich oczach. Trzeba być dyspozycyjnym 24 godziny na dobę. Pełnym pomysłów aby zniszczyć konkurencję. A Marta Robin była dyspozycyjna dla Chrystusa przez całe swoje życie.

* * *

Marysia miała wiarę. Bezgraniczną, ufną.
Często powtarzała takie słowa: "Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli".
Kiedy mając 77 lat połamała nogi i leżała taka pełna cierpienia, modliła się
"Przyjdź mój Jezu pociesz mnie". Miała wiarę. Przytoczę ci więc Jaśku te ewangeliczne wersy:

"Jeżeli będziecie mieć wiarę jak ziarenko gorczycy to powiecie tej górze: Przesuń się.
Stąd tam - i przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwe".

Jeżeli więc nie potrafię przenosić gór, to znaczy że moja wiara jest mniejsza niż ziarenko gorczycy?
Jaka zatem ona jest?

* * *

Ewangelii zgłębić nie sposób. Jezus naucza, ale dopiero po długim czasie przychodzi do nas świadomość, zresztą bardzo mała, istoty jego nauczania.
Jezus nie tworzy nic materialnego a mimo to nie odnosimy wrażenia że jest Człowiekiem o duszy poety, tzn. takim odłączonym od prawdziwego życia.
Jednakże ON naprawdę żyje i robi tylko to co ważne, co istotne w życiu.

" Widząc tłumy, wstąpił Jezus na wzgórze i usiadł...
Otworzywszy tedy usta swoje nauczał ich mówiąc... "


"Czemu to wzywacie Mnie Panie, Panie a nie czynicie tego co mówię? "

* * *

Raz jeszcze Jaśku idź do klasy na Warpiu. Wejdź w 1906 rok.
- Śpiewają dzieci hymn rosyjski?
- Śpiewają!
Pytasz dlaczego w Polsce taki hymn i portret cara w klasie?
No właśnie!
Taki fakt popatrz jak można go rozbudować. Cofnąć się trzeba do… No właśnie. Chyba do czasów kiedy bezpotomnie zmarł Zygmunt August. Podobno wtedy Rzeczpospolita zaczęła
chylić się ku upadkowi a potem… i tak dalej, i tak dalej i w konsekwencji Marysia musiała rosyjski hymn śpiewać i życiorysu cara się uczyć. Ale i tak miała szczęście. Kiedy miała 22 lata Polska odzyskała Niepodległość.
Ale to już inna historia.

* * *

W którym momencie trzeba szukać korzeni, przyczyn jakiegoś zjawiska? W którym momencie rodzi się zło? Jeszcze go nie widać gołym okiem a ono już jest. Jeszcze małe, delikatne, niegroźne.
A przecież groźne.
Terenem działania Złego jest wnętrze człowieka.
Pisze św. Jakub:

"A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapieniu jakie was czeka. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało… "

A przecież to Europa tak bogata, poniklowana, złota, pępek świata. Lecz ducha tutaj nie ma. Nie potrzebny im krzyż. Wśród wieżowców sięgających nieba, pełnych zarozumiałych ludzi, ludzi pełnych mocy, którzy jednym telefonem powodują łańcuch zdarzeń, nie ma dźwigającego krzyża. Słychać za to krzyk Złego. Tylko dlaczego ci ludzie pełni mocy mają w sobie tyle smutku i strachu?
Dlaczego?

* * *

"W proch każesz powracać śmiertelnym
i mówisz:"Synowie ludzcy, wracajcie"

To są słowa z Psalmu 90. Pisane tysiące lat temu.
Zawsze aktualne.
Co to znaczy "wracajcie"? Czyżby powrót do Ojca?


To było w 1980 r. W maju. Marysia zbliżała się do kresu. I nagle stała się niespokojna, twarz wykrzywiła się jakby w bólu, skrzywiła się i nastąpił koniec. A potem ta sama twarz wygładziła się i leżała niczym młoda dziewczyna. Nie było na tej twarzy śladu ciężkiej pracy w biedaszybie, zmęczenia noszeniem cegieł w wieku 12 lat i głodu kiedy jadła lebiodę i chleb z mąki z kasztanów. Była już gdzie indziej.
Gdzie jesteś Marysiu?
Jeszcze nie wszystko opowiedziałaś. Nie powiedziałaś który to dom, gdzie on stoi. Chociaż poszedłbym popatrzeć i może bym dostrzegł te cegły któreś donosiła.
Jeszcze tyle nie powiedziałaś.

* * *

Tam gdzie wspominamy duchy naszych przodków tam zaraz zjawi się Juliusz.

"Jako te mary, pastuszkom w jesieni
Znajome z blasków, za którymi błądzą
I gdzieś na kopce przeświętych kamieni
Trafiają, i trzód zapomną, i sądzą
Że są żywymi w kraju smętnych cieni,
Gdzie ojców duchy panują i rządzą:


Podobnie… z równą omamienia władzą -
Sny pośmiertelne wstają i prowadzą
Naszą istotę. Ja za tymi snami
Szedłem, a coraz wyraźniejsze były… "

To z "Króla - Ducha". Ale Jaśku to nie jest wbrew pozorom smutne.
To jest szukanie sensu i nadziei.

* * *

Juliusz spędził młodość w miejscach gdzie panowała mistyka, gdzie wszystko było poetyckie a tutaj w mieście naszym czy dostrzegłby duchy przeszłości? Może o tych robotnikach idących o czwartej rano do fabryki czy kopalni dostrzegł by tych gotowych przyjąć obietnice różnych agitatorów. I wielu z nich wyrzekło się Jezusa i poszło za sztandarem czerwonym. Uwierzyli w tych co im czerwony raj na ziemi obiecali, zręcznie podsunęli "mądre teksty" gdzie jasno stało że trzeba "ruszyć z posad bryły świata". I że wtedy tam w Nazarecie, w Judei to wszystko nieprawda, zmyślenia, bajki.


I trzeba się mścić za te biedaszyby, za cierpienie i samemu wprowadzić wolność, równość i braterstwo. A Zły stał za hałdą elegancki, uśmiechnięty, wyrozumiały i delikatny i zacierał ręce. I zaglądał do mieszkania a tam paru z nich z wielkim przejęciem czytało przy świecy teksty jakieś. Czy czytają o tym że:
"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni".
Nie.
Czytają teksty przemycone przez granicę ziemską że trzeba się mścić, bomby rzucać i rewolucje robić. A tamten tekst o błogosławionych którzy cierpią prześladowania przyszedł zza innej granicy, z INNEGO ŚWIATA. A Zły zerka przez okno i patrzy na wieżę kopalni "Paryż" i już wie że zasiał ziarno.
Ziarno zła.
I długo złe plony przynosić będzie.

* * *

Szatan zazdrosny jest o Chrystusa i próbuje przybierać jego postać. I przymilnie obiecuje raj już tutaj, tylko zabij człowieka drugiego, zabij, bo on ma dużo a ty nic. Zobacz on w pałacu mieszka, patrz jak rzęsiście oświetlony, jakie potrawy jedzą, jak pięknie muzyka gra. Widzisz, to mówi szatan do robotnika. Zmów się z innymi, rewolucje zróbcie, spalcie pałac, pomścijcie swoje krzywdy. A potem wy zamieszkacie w pałacu bo wam się należy. Będziecie mieć służbę, ochronę i kawior na kolację. Tylko zabij. Bądź silny.
Zmyjesz krew z rąk nie martw się, albo w rękawiczkach chodzić będziesz.
W białych rękawiczkach.

* * *

Marysiu, czy w rosyjskiej szkole na Warpiu w Będzinie czytał wam rosyjski nauczyciel ten wiersz Puszkina?

"Jakiś zły duch w ustroniu mojem
Zaczął odwiedzać mnie tajemnie.
Smutne spotkania nasze były,
A jego uśmiech, wzrok cudowny
I słowa co truciznę kryły,
W duszę mą jad wsączały chłody
Próbował kusić niestrudzenie…
Piękno nazywał urojeniem… "

* * *

Zostały te płótna i my Jaśku szukamy Osoby, która owinięta była w te płótna.
Szukamy Jej na kartach Dobrej Nowiny szukamy Jej w życiu osób nam bliskich, w wydarzeniach dawnych i współczesnych.
I samo szukanie jest już częścią znalezienia.

W Psalmie 102 czytamy:

"Dni bowiem moje jak dym znikają…

Ty zaś, o Panie na wieki zasiadasz na tronie".

* * *

Będzin ma kilka dzielnic. Każda dzielnica inna. W 1358 roku Będzin uzyskał prawa miejskie. Przez przeszło 600 lat jego dzieje odzwierciedlały w jakimś sensie dzieje Polski. A te dzielnice są odzwierciedleniem ducha czasów.
Śródmieście - atmosfera końca XIX wieku i lat międzywojennych.
Ksawera - atmosfera socrealizmu. Jeszcze słychać pieśni junackie z lat 50 - tych.
("Znów się pieśń na usta rwie, młodzież i SP") Architektura przypomina Nową Hutę i film "Człowiek z marmuru"
Syberka - dzielnica przyjezdnych, ciągle nie zakorzenionych. Ich korzenie są w wioskach Kielecczyzny i Rzeszowszczyzny. Nazwa Syberka wzięła się stąd że był to punkt etapowy zesłańców na Syberię. Teraz kościół największy w Będzinie to "Golgota Wschodu"
Góra Zamkowa, Podzamcze - atmosfera żydowskiego Będzina - Cmentarz żydowski. Na ulicy Podzamcze ma się wrażenie że z domu wyjdzie Żyd w czarnym hałacie i poprosi o zgaszenie szabasowej świecy.
Warpie - atmosfera biedaszybów z końca XIX i początków XX wieku.
Jak wyjdziesz w nocy na basztę zamku to widzisz jak na spotkanie zmierzają na dziedziniec zamkowy i Król Kazimierz i Hinko Ethiopus i robotnicy z biedaszybów, górnicy z "Paryża", włókniarki od "Szena", zesłańcy na Syberię, Żydzi z ulicy Kołłątaja.
I dysputę prowadzą. O mieście mówią i swoim tutaj życiu przez te 600 lat.
Przytoczmy im raz jeszcze fragmenty Psalmu 102:

"Dni bowiem moje jak dym znikają
Ty zaś, o Panie na wieki zasiadasz na tronie".

* * *

"Siedzieli w ciemnościach i mroku,
uwięzieni nędzą i żelazem
gdyż bunt podnieśli przeciw słowom Bożym
i pogardzili zamysłem Najwyższego".

Ciemności i mrok ogarnęły Imperium prawie wiek cały. Najpełniej obraz Rosji - Piekła maluje Juliusz Słowacki. W jednej z sekwencji "Piasta Dantyszka" są takie słowa:

"Lecz wprzód opiszę, jaką tam strukturą
Stoi ta wieża, zwana trupów górą.
Czarna po wierzchu, czerwone ma wnętrze… "

Rosja jak opisują ją pisarze, poeci, zesłańcy to kraj pędzący żywot poza historią. Kraj nie należący do wspólnoty narodów. Kraj gdzie szatan dokonuje swoich eksperymentów.

* * *

W Ewangelii Chrystus mówi, że człowieka czyni nieczystym nie to, co przychodzi do niego z zewnątrz, ale to, co wychodzi z jego wnętrza.

"Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym".
(Mt 15, 19 - 20)
Kluczowe zdanie w "Biesach" Dostojewskiego wypowiada nie Stawrogin, nie Wierchowieński, nie Szatow, lecz postać drugoplanowa. Prokurator Lembke mówi:
"Pożar jest w głowach".
"Biesy" nazywane bywają powieścią profetyczną. To co Dostojewski opisywał jako pożar w głowie Szigalewa, wkrótce miało się stać realnym ogniem, który strawi całą Rosję.
(Fronda)
W księdze Mądrości Syracha(37 - 16 - 18) są takie słowa:


"Początkiem każdego dzieła - słowo
a przed każdym działaniem - myśl
Korzeniem zamierzeń jest serce,
skąd wyrastają cztery gałęzie:
dobro i zło, życie i śmierć,
a nad tym wszystkim język ma pełną władzę".

Istotą Imperium było kłamstwo.
W Rosji objawiło się zło metafizyczne w dziejach.

* * *

W książce "Archipelag Gułag" Aleksander Sołżenicyn opisuje piekło. Opisuje coś co opisać nie sposób I nie opisy zbrodni są tutaj najbardziej straszne, straszny jest bezmiar bezsensu.
Zło nie ma sensu, logiki. Chciałoby się krzyczeć z rozpaczy nad bezmyślnością systemu.
Pisze Sołżenicyn:
"To co powinno znaleźć odbicie w tej książce - jest nieogarnione.
I nie sprosta pojedyncze pióro opisowi całej tej historii, całej tej prawdy.
Zresztą dość jednego łyku by poznać gorycz morza. "

* * *

Chce Sołżenicyn oddać cześć milionom pomordowanym przez system zła jakiego nie znała cywilizacja ludzka. Pisze więc "Archipelag".
A Mickiewicz w "Księgach narodu polskiego" takie słowa umieszcza:

"I ziemia cała stała się niewolnicą,
a nie było takiej niewoli nigdy na
świecie, ani przedtem ani potem,
oprócz w Rosji z dni naszych".

Ten kraj oddany we władanie zła na długi czas, sączył to zło w innych.
I jeszcze długo zbierać będziemy ten plon.
Plon kłamstwa i zbrodni.

* * *

Mottem "Biesów" Fiodora Dostojewskiego jest fragment ballady A. Puszkina, oraz Ewangelia św. Łukasza (VIII 32 - 36).
Posłuchajmy co pisze A. Puszkin:

"Wokół mrok, choć wykol oczy;
Co tu robić? Będzie źle
Bies nas, widać, w polu toczy
I kołuje nami w mgle
Biesy kręcą się szalone,
Jako liście w słotny dzień
Skąd ich tyle? Dokąd pędzą
Zawodzące straszną pieśń?
Czy to czart się żeni z jędzą? "


Wiedział Puszkin co czeka Rosję. Przeczuwał zbliżające się demony.

* * *

"Jakąś Moskwę przypomniałem nad czerwoną parą
W czepcach złotych siedzącą… niby wiedźmę starą,
Od której strach… jakoby na wieki rozwlekły -
Już wtenczas tak na koniu uderzył Litwina,
Że mu z otwartych oczu krwawe łzy pociekły
I nagle stał się drugi Chrystus z poganina,
Płaczący nad przyszłością".


Płaczący nad przyszłością.
To pisze Słowacki w "Zawiszy Czarnym".
Ten strach się unosi nad przyszłością.
Ta Moskwa demoniczna, już od wieków demoniczna musi w przyszłości wydać potworność. Czerwona para od krwi czerwona unosiła się przez prawie cały XX wiek nad Rosją.

* * *

"Polsko! o Polsko święta! Całe twe okolice
Ubrały się w powietrze złote, jakoby śnione
I ubrały się w cudów niby jasne księżyce,
I wypędzają z zamków ruskie duchy czerwone"

Polska to według Słowackiego kraj sacrum. Rosja to profanum.

* * *

W takim bezmiarze zła musi narodzić się dobro.
Pisze Juliusz:

"Przyjdzie godzina, że ich dzieci dzieci
Nad plonem tego czasu wzniosą lament;
Lecz teraz wszystko jak liść z drzewa leci,
Kościołów krew nie broni i sakrament;
Kagańcem swoim śmierć kościana świeci,
A przed nią czarne dusze lecą w zamęt. "


* * *

Na każdym skrawku ziemi inna rozgrywa się historia. I proste, najprostsze pytanie zadać by należało dlaczego tak się dzieje. Inaczej działo się na Litwie, inaczej na Syberii, inaczej w Będzinie, inaczej w Paryżu. Nie ogarniemy tej różnorodności.
Ale wszędzie i zawsze aktualne są słowa Dobrej Nowiny.

* * *


Lucjan całe życie woził węgiel. Był furmanem. Wyjeżdżał z domu skoro świt i jechał na kopalnie. Tam nieraz i parę godzin musiał stać w kolejce i potem sypali mu węgiel na furmankę, i on czy słońce czy słota rozwoził je po domach.
Nie umiał pisać ani czytać. Kiedy miał 20 lat, w roku 1920, wzięli go na wojnę z bolszewikami. Do końca życia wspominał to wydarzenie. Nawet sobie sprawy nie zdawał z tego, że miał swój maleńki udział w zatrzymaniu pochodu czerwonego barbarzyństwa na Europę. Żył poza historią, której nie rozumiał. Nic po nim nie zostało, nawet fotografia. Tylko wspomnienie że w 1920 walczył z bolszewikami.

* * *

Lucjan nie zdawał sobie sprawy z tego że przyczynia się do zatrzymania(na jakiś czas)zła wcielonego. Polski myśliciel Marian Zdziechowski był jednym z pierwszych, który rozpoznał znaczenie Komunizmu.

"Nie potrafił usprawiedliwiać zbrodni przyszłym dobrem ludzkości. Dostrzegł w człowieku - komuniście oblicze Antychrysta. Widział że bolszewizm to nienawiść do wszystkiego co wyższe, szlachetne i dobre w tradycji. Próba budowy kultury czy cywilizacji bezbożnej może się powieść tylko pod jednym warunkiem: że będzie to zarazem cywilizacja nieludzka. "
(Paweł Lisicki - Fronda)

* * *

Władimir Sołowjow, rosyjski myśliciel napisał o Dostojewskim takie słowa:
"Zrozumiał on że wobec najwyższej prawdy Boga wszelka nasza prawda jest fałszem, a próba narzucenia tego fałszu innym jest przestępstwem".
Dlatego twórczość jego jest właśnie taka. Przeczuwał co zdarzy się w XX wieku i próbował zatrzymać, wyrzucić te biesy. A one czekały na swój czas i czas ten przyszedł. I teraz pytanie czy to była konieczność, czy to było niemożliwe. Czy Iwan Groźny, Piotr Pierwszy,
Czyngis - han ukształtowali tak Rosję że musiała stworzyć potworny system. Mentalność ludzi tak inną od europejskiej. Ten system rang, klas, stanów, upadlający człowieka. To byli "Biedni ludzie" jak pisał Dostojewski. A Marysia siedząc w klasie i patrząc na portret cara Mikołaja który był tak daleki, obcy nie przeczuwała że sto lat po tych lekcjach ten problem będzie ciągle żywy. To pytanie dlaczego zło istnieje? Ale to pytanie będzie zadawane do końca. Do końca świata.

* * *


"Nie zraniłeś nóg na krzyżowych drogach
Nie łkała twoja dusza w noc ciemną
Gdy staniesz przed Nim bez bolesnych blizn
jak cię pozna, nie jesteś podobny do- Syna".

Te miliony cierpiących zasłużyło sobie by stanąć twarzą w Twarz. Blizn u nich wiele. Właściwie same blizny.

* * *

I szatan (kto ty jesteś? ) ta siła co zła pragnąc zawsze dobro zdziała, chcąc nie chcąc, tworząc system zła, cierpienia, dał ludziom możliwość by nagrodę obfitą dostali.
Ale czy to tak ma być zawsze? Czy innej drogi nie ma?

* * *

I następne strofy napisane przez współczesnych
"w niebie będzie inaczej
nie będzie pretensji z wczoraj
zmartwień na jutro…
Bóg wszystko wybaczy".

Katom i oprawcom też?

* * *

W książce "Kto zabił Puszkina" jest takie zdanie:

"Kto był jego ojcem, dziadkiem, pradziadkiem - oznaczało: kim jest on sam, jakie zajmuje miejsce w społeczeństwie stanowym, jak nisko należy mu się kłaniać, gdzie wypada go przyjmować, z kim może się ożenić i wiele innych rzeczy".

Ten system wykształcił ludzi bezdusznych, takie martwe dusze, ludzi drżących przed rewizorem. A wracając do Puszkina. Jego pradziad był Murzynem.
I Puszkin miał śniadą cerę i egzotyczne rysy. Największy poeta Rosji potomkiem etiopskiego niewolnika. I w taki sposób możemy rozważać różne dzieje, patrząc na portret Mikołaja II wiszący w klasie szkoły podstawowej w Będzinie, na który w 1906 czy 1907 patrzy Marysia. Te rozważania o Rosji, totalitaryźmie, Puszkinie mogą iść bardzo daleko.
I pójdą.
A ty Jaśku pospaceruj po Będzinie sprzed I wojny światowej. Porównaj potem to z miastem roku 2001. Dwa światy.Inne.Obce. Uważaj tylko żeby cię jakiś Czerkies na koniu, nie rozdeptał. Na razie oni tu pany. Na razie.

* * *

No i jak to miasto odbierasz? Miasto sprzed 100 lat.
Ciekawe - powiedział Jasiek.
Ale wiesz widziałem Paryż, Genewę i jeszcze parę innych miejsc, do których mnie posyłasz pisząc te swoją książkę. Powiedz mi, o Słowackim książkę już skończyłeś bo coś ostatnio nie posyłasz mnie bym go śledził i czytał jego listy?
Jaśku to jest drugi tom książki o Juliuszu tylko ma inny tytuł. Wiesz dygresje tak się rozrastają a to rozumiesz carska szkoła, a to paryska kaplica gdzie nawrócił się Frossard i już temat główny gubisz. Ale to pozór. Wszystko Jaśku, jest całością i wszystko jest ze sobą połączone. I dojdziemy do takich połączeń które będą jakby z dwu odległych galaktyk a przecież bliskie. Bliższe niż myślicie.
* * *

"Kto dobrze słucha, potrafi usłyszeć przyszłość".

Jasiu, posłuchajmy co mówi teraźniejszość. Tylko jak wyłowić z tej kakofonii dźwięków rzeczy ważne, prawdziwe i istotne? Dostojewski codziennie otwierał Biblię i odczytywał przypadkowy wers i to było dla niego wskazówka na życie. Rano w dzień swojej śmierci otworzył Pismo i przeczytał "Zaniechaj tego". Wiedział że umrze.
No to jak Jaśku, otwieramy Pismo?
Otwieramy!

* * *

Jaśku posłuchaj co mówi Pan:

"Zabrzmijcie weselem niebiosa!
Raduj się ziemio!
Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem!
Albowiem Pan pocieszył swój lud,
Zlitował się nad jego biednymi".

Otworzyło się Pismo, Jaśku, na księdze Izajasza 49, 13. A przecież mogło otworzyć się na innej księdze, innym wersie, mało tego, wzrok mój mógł paść na inne zdania. Już nie mówiąc na które wersy padłby twój wzrok Jaśku.

* * *

Jaśku coś ci powiem. Jedź do Łodzi. Łódź w końcu XIX wieku to było miasto pełne ruchu. Niemcy, Żydzi, Polacy, biedni, bogaci, syreny fabryczne. No krótko mówiąc
"Ziemia obiecana". W 1887 roku urodził się w tym mieście Artur Rubinstein.
W swoich wspomnieniach tak pisze mieście swego dzieciństwa.

"Moje pierwsze muzyczne przeżycia kształtowało posępne, płaczliwe zawodzenie setek fabrycznych syren budzących robotników… Do tego dochodziły monotonne nawoływania żydowskich handlarzy starzyzną, rosyjskich sprzedawców lodów… "

Jaśku tak wyglądał Będzin w końcu XIX i początku XX wieku. Marysia opowiadając o mieście swojego dzieciństwa podobnie opisywała Będzin. Będzin też miał swoją fabrykę włókienniczą u Szena mimo iż Szen był w Sosnowcu. Miał swoje fabryki, i swoich żydowskich handlarzy starzyzną. Będzin to taka mała Łódź.Łódka.
Ale życie też podobne.
Jaśku popatrzysz na życie Rubinsteina i przy okazji rzuć okiem na Łódź.
A ja zobaczę tylko co robi Juliusz.
Juliusz pisze "Beniowskiego". Zajrzę mu przez ramię i przeczytam.
O! o mieście Jakimś pisze:

"Takie się miasto z nich każdemu śniło,
A każdy widział podobnie jak drugi.
Najbliżej bram był szlachcic Poletyło,
Który pod stołem już leżał jak długi;
Od lotu, widać nazwisko mu było
I dotąd, widać, pradziada zasługi
Lotne… działały w synie, że uderzał
Skrzydłami o strop… gdy pod stołem leżał".

Kończy się czas parujących mistyką pól, fabryki trzeba budować a szlachcic polski pijany leży pod stołem. No to fabrykę zbudują potomkowie Izajasza proroka. Oni teraz w Łodzi mieszkają, Będzinie, czy Warszawie.


"Pan pocieszył swój lud
Zlitował się nad jego biednymi..."

Fabryki mają to i bogatymi się stali a szlachcic polski "pod stołem już leżał jak długi.

* * *

Marysia jest na zdjęciu zrobionym w roku 1927. Ma 31 lat. Stoi obok koleżanek z fabryki. Wszystkie elegancko, jak na tamte czasy ubrane. Marysia też. Minęło przeszło 70 lat od tej chwili. To zdjęcie uświadamia, jak każde zresztą, mistykę codzienności. Z jakiejkolwiek strony spojrzysz czy pomyślisz o tej fotografii wszędzie tajemnica, zdziwienie i nieprzewidywalność przyszłości. Bo czy one stając do tej fotografii patrząc w obiektyw mogły przewidzieć że po 70 latach ogląda je ktoś kogo istnienia w przyszłości nie przewidywały, nie wyobrażały sobie nawet. Nie mogły sobie wyobrazić tego świat za 70 lat, tak jak my nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świata roku 2100.
Następne zdziwienie.
Patrzę na to zdjęcie i widzę całe życie Marysi. Od początku do końca. Ona patrzy w obiektyw piękna, młoda, a ja widzę jak umiera.
Widzę ten moment jak przechodzi do innego świata.

* * *

Marysi miała syna, a potem córkę.
Syn Marysi skończył 70 lat.
Jaśku opowiem co mi niedawno powiedział:
"Pamiętam jak przychodził do nas biedny Żyd z córką. "
I wiesz Jaśku kiedy opowiadał tę historię to wyczułem żal za tą dziewczyną. Mówił że ona była ładna. Śliczna wprost. I syn Marysi, który ma teraz 70 lat i do śmierci się szykuje, pamięta tą dziewczynkę śliczną jakby to było wczoraj, a przecież 60 lat minęło i nie ma Żydów i wszystko jest inaczej. Ale syn Marysi, który słabo wierzy w Boga(jak każdy z nas) uświadamia że życie składa się z takich małych spotkań, które są solą życia i dla nich żyć warto. Na pewno zginęła ta dziewczynka a może nie zginęła. Może jeszcze żyje w bogatym kraju i wspomina miasto nad Przemszą.

* * *
-Przeczytaj te wersy, chyba są na czasie- rzekł Jaś
-Jasiu, gdzie ty je znalazłeś?
-Mam zadanie szukać no to szukam.

"Wizerunki nasze - fotografie, obrazy, szkice czym są?
Przy porównaniu niewiele mają wspólnego
Owszem - osoba ta sama - autorzy widzieli w nas
Coś jeszcze każdy coś innego
Więc jakimi naprawdę jesteśmy?
Dodając do siebie składając jak klisze
Te obrazki - rzuciwszy na ekran ich rysy
Byś może odnajdziemy w tym nowym portrecie
Siebie
Być może będzie on czymś więcej
Jaką prawdą prawdziwszą od nas tu obecnych
Jakimś pięknem dojrzałym by istniało wiecznie".

* * *

A dawniej nie było fotografii. Na płótnie zostawał ślad.

"obwiązali je w płótna razem z wonnościami..."
Jan 19, 40.
"... który nie ufasz przekazowi Księgi
tradycję wieków między mity wkładasz,
zaćmiony kultem nauki, żadnej głębi
sercem nie przyjmiesz - nim wcześniej nie zbadasz
spójrz - oto czeka specjalnie dla ciebie
na lnianym płótnie wizerunek nikły
i wzywa rozum i milczy zarazem
i każde słowo potwierdza obrazem".

* * *

Na tym zdjęciu jest ruina domu. Jeszcze parę lat i przestanie istnieć. A w domu tym w czasie wojny ukrywał się pewien Żyd. Siedział w piwnicy parę lat. W całym mieście zarządzono polowanie na takich jak on. A jego przygarnęli. Postanowili sprzeciwić się prawu, które ustalili nadludzie spod znaku swastyki. Codziennie rano przez maleńkie okienko patrzał na dom i podwórko leżące kilkadziesiąt metrów naprzeciwko. A tam Joasia, która po wojnie została żoną Lucjana, zawsze rano karmiła kury. I on ją obserwował. Cały ten czas ona była dla niego symbolem normalnego życia. Opowiedział jej to kiedy przyjechał do miasta kilkanaście lat po wojnie z Izraela. Przeżył i przyjechał podziękować. Ten co go ukrywał ma swoje drzewko w Yad Vashem. A Joasia przed wojną była służącą u bogatych Żydów.

* * *

"I nadszedł świt…
w gałęziach rozłożystych palm
dał się słyszeć dźwięczny ptasi śpiew.
Zaszumiał wiatr i triumfalnie przefrunął
przez gaj oliwny
Ze swoich kryjówek powychodziły
wylęknione jeszcze - jaszczurki.
W promieniach wschodzącego słońca
radośnie tańczyły drobne muszki -
figowe drzewko dumnie spojrzało ku niebu
W całej okazałości pojawiło się słońce
i swoimi długimi
i pełnymi ciepła promieniami
oświetliło ciemne wejście do Grobu,
ciężki, odrzucony kamień
i postać Anioła,
który zdumionemu światu głosił:

"nie masz Go tu -
powstał z martwych"".

I zostały same tylko płótna.

* * *

"O dziwnie! Z jaką cichością Bóg sprawia
Swe wielkie rzeczy - przez nas..."

Siedział w piwnicy człowiek, zastraszony, zaszczuty ale Pan chciał by przeżył by zobaczył ziemię kiedyś obiecaną dlatego zesłał drugiego odważnego człowieka, który go ukrył aby przeczekał noc i dożył świtu. I wyjechał z miasta gdzie zamek przez Kazimierza zbudowany, gdzie rzeka Przemsza płynie do ziemi gdzie rzeka Jordan i resztki świątyni Salomona.
I po ziemi tej kiedyś biegało Dziecko.

* * *

Co to za Dziecko?
Oddajmy głos Romanowi Brandstaetterowi.

"A Dziecko podrastało. Było szczupłe, miało twarz pociągłą i ciemną i głębokie oczy, które niekiedy przeczyły dziecięcej twarzyczce gdyż były smutne i zamyślone. Gesty i ruchy tego Dziecka były wyjątkowe i inne niż ruchy i gesty dzieci z Jego otoczenia. W rytmie Jego kroków była nieuchwytna celowość, jakiś motyw przewodni… "

Te dzieci, które się z Nim bawiły nie dostrzegły oczywiście z Kim się bawią. Właściwie nikt nic nie dostrzegał. Józef jednakże czuł jakiś niepokój.
Zobaczymy jak to opisuje R. Brandstaetter:

"Oszukał mnie rzekł Josef (dodajmy że Józefa oszukał pewien człowiek, który dał mu dwa denary zamiast ośmiu), który obliczył że będzie musiał zrezygnować z kupna sandałów dla Jezusa i chusty dla Miriam, i dzieży do mieszania ciasta.
-Nie smuć się, abba - rzekł Jezus.
-Czy widzisz latające nad ziemią ptaki niebieskie i lilie dziko rosnące w dolinie?
Cieśla ujął Go za rękę, chciał po sadzić na swoich kolanach, ale spojrzawszy na Chłopca, ujrzał w Jego oczach niezgłębioną głębię. I wypuścił ze swej dłoni dłoń Syna,
albowiem uląkł się tej głębi".

W którymś momencie ujrzał Brandstaetter to Dziecko, uwierzył i wtedy musiał to opisać. Pomogła mu wielowiekowa tradycja jego narodu. I dumny był że dostrzegł Prawdę jako jeden z niewielu potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba.

* * *

A Juliusz? Co robi Juliusz?
Wędruje po miejscach gdzie się rodzi Naród. Patrzy na Mieszka, Chrobrego, na ludzi, którzy z oporem przyjmują chrześcijaństwo i opowiada im o swej wizji.
Z gorączką w oczach mówi do nich:

"Wieki minęły… a to tchnienie Boże
I to owianie ogniem naszych ramion
Na mych mogiłach…
Na walkę z formą przeznaczony wieczną,
Aż Jeruzalem sprowadzę słoneczną".

* * *

Pogańskie bożki nie ustępują.
Jeszcze w puszczach polskich lud cześć im oddaje. Dlatego Juliusz zmuszony jest w ostry, radykalny sposób uporać się z tym problemem.
"Ja sam… na one złote dyjadema,
Które na czole Światowida pała,
Patrząc... myślałem i zdjęła mię trwoga
Żem na trzy części rozbił głowę boga".
Krzyż powoli triumfuje, ale pogańskie bożki nie poddają się. Ciągle będą powracać.
Będą powracać w różnych formach.
I pociągać będą za sobą wielu.

* * *

"...i straszliwy gdzieś lud ode wschodu
wstał... a ja miałem o nim już widzenie".

Juliusz ostrzega. Juliusz wie co nas czeka.

"Ja świadek, że Bóg szatanom pożycza
Czasu na nocne niewidzialne zbrodnie
A ci - zdmuchują żywotów pochodnie".

Tak Opatrzność ustaliła, mamy żyć obok straszliwego ludu ze Wschodu. Jednakże ten lud nie najgorszy. Po prostu tak się składa o czym już pisaliśmy że nie ma szczęścia do władców. A to Iwan Groźny a to inny satrapa. I to prawosławie, które już religią nie jest tylko rytuałem bizantyjskim pełnym przepychu, gdzie zagubiono gdzieś ducha, a na pierwszym miejscu jest car i jego wola uważana za wolę Boga.

* * *

"Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w niebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący - mali.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi Boże!"

Szukałem Julka wszędzie i wiesz gdzie go znalazłem, na morzu.
Płynie do Aleksandrii.
-A, w który to rok się Jasiu przeniosłeś?
-W 1836. Miesiąc październik.
-Już miałem dość smutku twojego miasta, tych biedaszybów, tych agitatorów czerwonych, chciałem pobyć z kimś, kto umie żyć. Kto patrzy na życie, jak na dar Boga. Julek zamyślony patrzy na morze i pisze. Spojrzałem mu dyskretnie przez ramię, chyba nic nie zauważył i udało mi się przeczytać i zapamiętać tę zwrotkę.
-Popatrz, Julek ma 27 lat i już myśli o śmierci.
-O śmierci należy myśleć w każdym wieku, Jaśku.

* * *

"I stworzysz świat... jak tworzy Bóg...
Ale nie świat... realnych scen...
Lecz nikły świat...jak ze snu sen... "
J. Słowacki
Tak. Pisząc Jaśku tekst o tobie, też tworzymy nowy świat lecz nikły, jak ze snu sen. Ale i tak jest to wielka rzecz. Troszeczkę daje Bóg swojej mocy. Mocy tworzenia. Ale nam wystarczy że iść możemy drogą i patrzeć i podziwiać.

* * *

Mało zobaczymy. Mamy świadomość że mało. Mamy świadomość że to tylko mały wycinek. Ale ten mały wycinek jak już wspomnieliśmy Jaśku zawiera całość.
Przyszliśmy tu na chwilę.

"Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi a ziemia trwa po wszystkie czasy.
Marność nad marnościami, powiada Kohelet - wszystko marność".


* * *


Idź poszukaj Jaśku mądrych i ciekawych zdarzeń, niech tka się nasz książka z takich właśnie fragmentów, z perełek takich. No zobacz to na przykład:

"Uklękniesz w kąciku nieznany,
poprosisz, z obrazka zejdzie,
dłonie ciche położy w rany,
poszepce, popatrzy, odejdzie.
Wróci na ołtarz, do ram przyprószonych, złotych,
między różańce, wota, szkaplerze -
w lilię wodną jak w sukienkę się ubierze,
w pajęczynę w cichym kościółku się omota".

Bo on nie zawsze nam potrzebny. Gubimy go często.
Oddajmy więc głos Romanowi Brandstaetterowi:

"... matka Jego zgubiła drachmę i nie mogąc jej znaleźć zaświeciła świecę i przeszukała wszystkie kąty i zakamarki w domu, aż wreszcie po długich mozołach znalazła pieniądz,
ku wielkiej swojej radości...
człowiek nieustannie coś gubi a chcąc znaleźć musi szukać, albowiem ten, który nie szuka, nigdy nie znajdzie, a nie szukają tylko ludzie leniwi małej wiary… a samo szukanie jest już częścią znalezienia, czyli częścią celu i doskonałości... "

A On tam jest za pajęczynami. Właśnie tam. Czeka i mówi: Przyjdź i znajdź mnie tutaj. Tutaj na ciebie czekam.

* * *

"Najczystsze złoto milczenia".
"Milczenia strugi zmywaj marność ze słuchu i z serca".
S. Wierincew
Bóg wyrzekł słowo stań się.
Jedno słowo.
Nie potrzebny był Aeropag Mędrców rozpatrujących każdą tezę, każde zagadnienie a efektem tych słów - pustka. T dotyczy to Aeropagu Mędrców każdego czasu i miejsca. Nic z ich uczonych dysput nie pozostaje, gdyż oni nic nie chcą stworzyć,
oni chcą upajać się swoją mądrością, swoim słowem.
Żałośni mędrcy wieków. A po pomoc i tak idziemy do milczącego czekającego w ciszy i często zagubionego przez nas Jezusa.

* * *

"A zostawszy sam Anhelli zawołał smutnym głosem:
Więc koniec już! Cóż robiłem na ziemi? Byłże to sen".

To pytanie Juliusz zadaje. Nie, Juliuszu, o nie był sen. Ty też Stwórcy poznać nie możesz.
Pisze Kohelet:

"Człowiek nie może zbadać dzieła jakie się dokonuje pod słońcem;
jakkolwiek się trudzi, by szukać -
nie zbada".

Ale szukanie jak czytaliśmy wcześniej to już część znalezienia.
Szukajmy więc dalej w Księdze w wydarzeniach życiowych, gdzie się da.
Wszystko ważne i misternie uplecione w Wielki Plan.

* * *

"I wróci się proch do ziemi, tak jak nią był a duch powróci do Bóg, który go dał".

Tak powiada Kohelet. Tysiące lat temu to powiedział
ale każdy w każdym czasie musi tego doświadczyć.
Musi popełniać te same błędy. Czyli taki jest Plan.
A przecież każde życie niepowtarzalne, inne, nowe i ciekawe.
A Plan ten sam.

* * *

T.S. Eliot napisał w poemacie "Kraj spustoszony" takie słowa:

"Kim jest ten trzeci, co wiecznie stąpa obok ciebie?
Gdy liczą nas, jesteśmy tylko ty i ja
Ale gdy spojrzę wprost ku białej drodze
Zawsze ktoś inny stąpa obok ciebie".

A w przypisach do tego poematu napisał Eliot takie słowa:

"Pobudką do napisania tych wersów było sprawozdanie z wyprawy na Antarktydę.
Jest w nim mowa o tym, jak to grupa badaczy w stanie skrajnego wyczerpania ulegała stale złudzeniu, że było ich o jednego więcej, niż udawało im się w rzeczywistości doliczyć".

Tak pisze św. Marek:

"Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze gdy szli do wsi".

Kim jest ten trzeci?
Czy Anioł Stróż?

* * *

Nie wiemy czy nas nie opęta jakaś idea zbawienia świata, czy pod jakimiś sztandarami nie powstaną znów obozy, łagry i potężne partie.
Nie wiemy jak będzie wyglądało podsumowanie XXI wieku. A on właśnie się zaczyna. Ale można z tego co jest coś dostrzec. Na początku XX wieku było mnóstwo znaków wskazujących jaki ten wiek XX będzie. I ostrzeżeń było dużo.

* * *

Czy mapa Europy będzie taka jak dziś? Które państwa znikną a które powstaną?

* * *

Gdzieś w niedostępnych puszczach żyli ludzie. Mieli swoje bogi, swoje święte dęby i tradycje przekazywana z pokolenia na pokolenie. Pojęcia nie mieli o tym że w Jerozolimie
Umarł i Zmartwychwstał pewien człowiek. A świadkowie jego postanowili tą Nowinę roznieść po całym świecie. I przyszedł czas że święte dęby palić będzie trzeba. Posągi Światowida, Swarożyca rąbać a na miejsce bogów Krzyż postawić. Już na zawsze.

* * *

Pisze Antoni Gołubiew w powieści "Bolesław Chrobry":

"Zasię najbardziej mierzą Kyryi - Krysti święte dęby, tegdy Mieszka je rąbie, kaj jakie najdzie, zwalone żywym ogniem pali - Lelum - jęknie ktoś z kąta
zatykającej go, dławiącej grozie -
Ogniem pali? …
- Ogniem!... "

* * *

"Właśnie te wszystkie stare ludu dzieje
Nade mną brzmiały... "
J. Słowacki
Rodzi się naród.
Z tysiąca żywotów ludzkich, z milionów zdarzeń tka się tradycja.
Wpleciono w nią Dobra Nowinę. W życiu ludzi puszczy wszedł Człowiek który chodził po słonecznych drogach Galilei.
Historia mogła się rozpocząć.

* * *

W tym domu okazuje się ukrywało się paru Żydów. Konkretnie 3 Żydów i siostra jednego z nich. Syn Marysi Saturnin opowiada:
Ta siostra umarła. W nocy pochowano ją po kryjomu gdzieś na polu. Nie ma swojej
macewy, znaku żadnego że tam spoczywa. Pamięć tylko została. Umarła z wyczerpania. Mógł to być 1942 lub 43 rok.

* * *

Zaciera się pamięć, zacierają się ślady po narodzie, który przywędrował do Będzina znad Jordanu. Marek Edelman, dowódca Powstania w Getcie Warszawskim powiedział w latach
80 - tych takie słowa:
"Żydów już nie ma i nigdy nie będzie".

* * *

Juliusz ujrzał wizje Raju.
Opisuje ją w "Królu - Duchu" tak:

"Chwileczka jedna… a rozweselnica
Ciemności moich… ta chwilka jedyna
Przysłana z nieba jako gołębica…
I swój tęczowy wachlarz z piór rozgina…
Rozwija jak kwiat - na świat - coraz szerzej

Czy to był ludzki świat - czy jakie raje
Zjawione… nie wiem; lecz w pamięci stoją
Z wielkoróżanych drzew ogromne gaje,
Które się czołem w gwiazdy iść nie boją;
Z perłami na dnie świecące ruczaje
Cieką - a w oczach jak brylanty broją
Wszędy, gdzie woda załamana spada
Lub w górę tryska - i w kwiat się rozkłada".

W górze jakoby różne rajskie ptaki,
Feniksy dziwne... błękitnym niebiosom
Czyniły słońcem przezłocone szlaki
Lub malowały wstażki - słońca włosom;
A co dziwniejsza, że świat cały taki
Był jako harfa... różnym ludzkim głosom
Oddana niby na walkę i bitwę
Aż szły... i w jedną zlały się modlitwę"


* * *

Tak pisze święty Paweł:

"Albowiem od stworzenia świata niewidzialne
Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz
bóstwo - stają się widzialne dla umysłu
przez Jego dzieła... "

(Rz. 1, 20)
Św. Jan, od Krzyża, który miał szczęście przeżywać mistyczne wizje tak pisze:

"O łąki pełne zieleni.

Wyrażają te słowa rozważania o niebie,
które, nazywa łąkami pełnymi zieleni
albowiem wszystko, co w nich iso dzieła... "
(Rz. 1, 20)
Św. Jan, od Krzyża, który miał szczęście przeżywać mistyczne wizje tak pisze:

"O łąki pełne zieleni.

Wyrażają te słowa rozważania o niebie,
które, nazywa łąkami pełnymi zieleni
albowiem wszystko, co w nich istnieje
jest zielenią wiecznie świeżą"
i dalej
"Słowem kwiaty określa aniołów
i dusze święte, które ozdabiają i
upiększają niebiosa..."

* * *

Nie wiadomo jak miała na imię ta dziewczyna pochowana po kryjomu, pewnej nocy. Nie wytrzymała trudów ukrywania się w piwnicy. W ciemności, wilgoci i potwornym strachu. Ale takich jak ona bezimiennych, ginących, mordowanych były miliony. Teraz spacerują po zielonych łąkach raju.
"I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie".
(Ap. 21, 4)
* * *

Okrutne doświadczenia dał XX wiek.
Odrzucenie Boga.
Budowanie raju na ziemi przyniosło ogrom nieszczęść.

* * *

Ten numer zna wielu. I tę twarz też. To ojciec Maksymilian Kolbe. On pokonał zło.
Poniósł ofiarę największą. Prawda wymaga ofiar. Nie ma innej drogi.

* * *

Na każdy czas są odpowiedni ludzie.Św. Paweł świetnie nawraca pogan, wie jak mówić o Dobrej Nowinie, św. Franciszek też robi to co wieczne, co przetrwa. A na czas gdy triumfuje absolutne Zło jest dany ojciec Kolbe. To jest ta głębia.

* * *

Pisze ksiądz J. Pasierb:

"Wizje i uniesienia przedstawione z oczywistością
Istnieje taka rzeczywistość tyle że jest prawdziwsza od jawy".

Bo nasza jawa to biegnące z szybkością ekspresu życie. Odchodzą ludzie, których znaliśmy i za chwilę nie pamiętamy ich. Tak jakby ich nigdy nie było.
A te ulice, miejsca inne dzisiaj niż wczoraj. A tam zielone łąki raju.
Wiecznie zielone.

* * *

"Spotkałem nieskończoność
drwiła z mej małości".
A ten mały człowiek ma wieczne pretensje do Stwórcy o wszystko.
I jeszcze pouczać chce Stwórcę.

* * *

"Rzucając wdzięków tysiące
Przebiegnął szybko wskroś boru cichego,
A jedno tylko spojrzenie
I blask Jego postaci,
Okrył je szatą piękna czarownego".

I co o tym pisze św. Jan od Krzyża:
"Najważniejsze zatem w tej strofie jest to, że Bóg stworzył wszystkie rzeczy z wielką łatwością i szybkością i pozostawił w nich jakiś ślad swej wielkości. Nie tylko bowiem dał im z niczego byt, lecz również ozdobił je niezliczonymi przymiotami i wdziękami… "
Stworzy człowiek oczywiście supermaszynę. Stworzył radio, telewizor, komputer, rakietę kosmiczną ale dlatego że umysł człowieka stworzył Ktoś inny.

* * *

Nie koniecznie Ziemia pod koniec dziejów będzie wyglądać jak zniszczona pustynia z garstką zdziczałych ludzi. Może być. Może zapanować Królestwo Niebieskie tutaj. To jest możliwe.
Może za 2, 3, 5 tysięcy lat ale jest możliwe. A może jutro?

* * *

Cała wiedza o Bogu jaka można mieć w tym życiu, choćby była wielka, nie jest poznaniem całkowitym, lecz tylko częściowym i bardzo dalekim.
I dalej pisze św. Jan od Krzyża:

"Ukaż mi się już prawdziwie bez cienia!
I nie chciej więcej wysyłać już do mnie tylko zwiastunów".

A Juliusz ujrzał Twarz. Życie jego się dopełniło. Bo po widzeniu zostaje tutaj na ziemi smutek i tęsknota. Pozostaje też dawać świadectwo. Jednakże otoczenie nie wierzy, drwi obojętne mu to jest w gruncie rzeczy.

* * *

On stale przed czymś uciekał. Ten strach stale był w nim obecny. Taśma celuloidowa to utrwaliła. Trudno to oglądać bo to nie jest Prawda. Prawda nie emanuje strachem.
On to Cybulski. Demon dopadł go na dworcu kolejowym i pochłonął. Idź Jaśku tam gdzie Maciek i Andrzej zapalili lampki spirytusu wymieniając imiona kolegów, którzy zginęli w powstaniu warszawskim. Idź i zgaś te lampki. W tym ich geście nie ma Prawdy. Andrzej też odszedł tragicznie. Demon go zniszczył. Zniszczył jego duszę.

* * *

Kiedy Andrzej Kosecki mówi słowa "My żyjemy", Maciek(Zbyszek) zaczyna się
histerycznie - demonicznie śmiać. I nie chodzi tutaj o filmu temat, widz wyczuwa że chodzi o coś więcej. Widzi że oni są opętani. Posunęli się o jeden krok za daleko. Zbyszek zginie pod kołami pociągu. Andrzej (Adam Pawlikowski) wyskoczy przez okno, wcześniej przez parę lat cierpiąc okrutnie. Taka jest cena za oddanie się we władzę demona. Tyle widać na taśmie. Więcej nie zobaczymy bo wielką tajemnicą to jest i niech tak zostanie.

* * *

Izajasz to wielki prorok. Urodził się około roku 765 przed Chrystusem. Napisał słowa aktualne dziś i jutro. Odczytać je trzeba i żyć z nimi. Kiedy zaczynał się XX wiek, wiek pychy i przeświadczenia o bezgranicznej mocy człowieka w rejs pierwszy wypłynął pewien statek. I był to jego rejs ostatni bo:
"Albowiem dzień Pana Zastępów nadejdzie przeciw wszystkim pysznym i nadętym … przeciw wszystkim statkom zbytkownym".
Zatonął "Titanic" na znak że zginie pycha człowieka.

* * *

Pustka to piekło Ale czy piekło jest puste.
Pisze kard. Ratzinger:

"Gdy pytam o to czy diabeł jest osobą, właściwa odpowiedź winna wtedy brzmieć że jest on nieosobą, że jest rozkładem i rozpadem osobowości; dlatego cechą dlań charakterystyczną jest to, że występuje bez oblicza, że jego właściwą siłą jest to, iż jest nierozpoznawalny".

Wrócimy do tego. Tymczasem pytanie zadamy czy wkroczy Jezus w ten świat, który Go odrzuca, odrzuca dla pustki kolorowych miraży, dla pogoni za sławą, zyskiem i potęgą.

* * *

I pisze Izajasz:

"Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności".

Wymyślił XX wiek nowy język aby ten kłamstwo podawał jako prawdę. A w Rosji gdzie nędza, głód, cierpienie i strach kręcono filmy propagandowe ukazujące uśmiechniętych sytych ludzi radośnie pracujących na tle czerwonych sztandarów. I Europa oglądała te filmy
i wierzyła że tam już raj i słońce nie zachodzi.

* * *

Ale wiedzmy także i to, że godzina ciemności jest ostatnią godziną przed świtaniem, przed godziną światła; że zawsze kiedy zwycięstwo szatana dochodzi do szczytu, nadchodzi jego przegrana. Ale szatan tworzy system i kiedy szatan przegrywa system jeszcze trwa. Ludzie systemu nie chcą zrezygnować, bo system zapewnia byt i poczucie władzy i mocy.
I ci ludzie zrobią wszystko by ten system trwał. Znajdą setki, tysiące kwiecistych wytłumaczeń dla siebie, dla systemu. I znajdą tych co im uwierzą.

* * *

Wesele w Radziwiliszkach.

Idź Jaśku zaproś Juliusza do Radziwiliszek. Piękna, malownicza to miejscowość na Litwie. Duży tam dwór jest i zmieszczą się wszyscy. Nie będziemy - powiedz mu - wymyślać nic nowego. Zrobimy wesele. Nie będziemy z Wyspiańskim się ścigać. Bo wesele to Polska właśnie. To my.

* * *

"Wiem gdzie mieszkasz; tam gdzie jest tron szatana,
a trzymasz się mego imienia i wiary mojej się nie zaparłeś... "
(Ap. 2, 13)

* * *

Przyjdź do nas ojcze Maksymilianie Kolbe. Opowiedz nam jak doszło do tego że zrobiłeś ten Krok, krok do przodu. Pokonałeś zło i nienawiść.

* * *

Nadleciały samoloty nad miasto Nowy Jork. W samolotach byli ludzie, którzy mieli swoje plany na dalsze życie. Lecz grupa szaleńców postanowiła inaczej. Skierowała samoloty na 100 piętrowe budynki i rozbijając samoloty, niszcząc wszystko wokół, siejąc strach spowodowała że 11 wrzesień 2001 to data w dziejach świata straszna. Nowa epoka się rozpoczęła. Cały wiek XX pracował na to. Ten rozbuchany relatywizm moralny, ten brak i niszczenie wszelkich autorytetów, ten kult pieniądza, sukcesu, ten brak pokory i brak szacunku dla życia. Ta totalna wolność i spychanie Boga na margines życia. Przyjdziecie na nasze wesele do Radziwiliszek, wy opętani przez szatana. Przyjdziecie siedzący całe dnie przed ekranem gdzie migają cyfry spadku i wzrostu akcji na giełdzie.

"Błogosławieni ubodzy w duchu…
Błogosławieni cisi..."
"Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał a on ze Mną".
(Ap. 3, 20)

* * *

"Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi Jego dusza tego, kto kocha nieprawość.
On sprawi, że węgle ogniste i siarka będą padać na grzeszników;
Wiatr palący będzie udziałem ich kielicha".

* * *

Już gości coraz więcej. Właśnie Adam przyjechał dwukonną bryczką. Usiadł w salonie popatrzył na zegar i lekko się uśmiechnął. Spojrzał na ojca Kolbe, który przeglądał pisma rozrzucone na stoliku. A za oknem Mateusz Birkut oglądał dwór ze wszystkich stron. Patrzał jak zbudowany. Zatrzymał jakiegoś parobka i pytał ile czasu zajęła budowa dworu. Policzmy: Adam już jest i ojciec Kolbe i Mateusz Birkut z Nowej Huty. Jeszcze widno, dużo czasu do nocy, ale gości przybędzie mnóstwo.
* * *
Jaśku - byłeś w Paryżu - no jak, Juliusz przybędzie? Co powiedział?
Przybędzie. Trochę się źle czuje, kaszle bardzo, ale przybędzie.
* * *
Błysnęły ciemne okulary, to Zbyszek Cybulski. W kurtce z amerykańskiego demobilu z chlebakiem na ramieniu. Nerwowo pali papierosa.

* * *

"Kto idzie za mną nie błądzi w ciemnościach"

Nie podążał wiek XX za Chrystusem.
Sam wytyczał cele, które kończyły się zgliszczami i górą zamordowanych ludzkich istnień.

* * *
Pisze Tomasz a Kempis:

"Ucisz w sobie nadmierną żądzę wiedzy, bo płynie z niej wielki niepokój i wielkie złudzenie?!

Wydawało się w wieku XIX i wcześniejszych wiekach że nauka, rozwój wiedzy spowoduje lepsze życie, pełne radości, miłości, jednakże było to złudzenie.
Wykorzystano wiedzę do konstruowania coraz doskonalszych broni, zniszczono środowisko, zniszczono wiarę w Boga.
"O ile więcej i lepiej umiesz, o tyle surowiej będziesz sądzony, jeżeli życie twoje w tym samym stopniu nie będzie świętsze. Nie nadymaj się z powodu sztuki czy wiedzy, lecz raczej lękaj się otrzymanej umiejętności"
To też są słowa Tomasza a Kempis.

* * *

"Lecz gniew mój zaciążył nad pysznymi".
(Zach. 1, 15)
A może ten atak z 11 września 2001 roku to bicz Boży? Może trzeba zawrócić z drogi, która w przepaść prowadzi, w otchłań ciemną.

* * *

A tymczasem zjeżdżają się goście. Dworek zaczyna pulsować dziwnym życiem. Bo on żyje w dziwnym czasie. Na chwilę mieszają się wieki, epoki ale okazuje się że jedność one stanowią. Jedno wypływa z drugiego, że jeden czerpie z drogiego i stanowi początek czegoś nowego.
A kilkadziesiąt metrów od dworku kościół piękny. To tam do niego pojechał Jan Sebastian Bach i grać na organach zaczął swoją Pasję. Pasję wg.św.Mateusza. On nie chce nic mówić. On chce grać. Bo po to stworzył go Bóg by te akordy istniejące zawsze, zapisał na papierze nutowym i potem aby one rozbrzmiewały w katedrach i przenosiły słuchaczy w te rejony, gdzie zwykły śmiertelnik przejść nie może.

* * *

Jan Sebastian siadając do organów pomodlił się słowami Psalmu 9:
"Chwalę cię Panie, całym sercem, opowiadam wszystkie cudowne Twe dzieła.
Cieszyć się będę i radować tobą".
A na witrażu Chrystus upadający pod krzyżem. Ostatnie promienie słońca oświetliły witraż i krzyż Chrystusa odbił się na ławce, na której siedział mały może 10 letni chłopczyk.

* * *

"Anioł po prawicy Chrystusa
zwija z szumem niebiosa
gwiazdy, księżyc, słońce
malowane płasko
a myśmy je brali na serio
nie wiedząc że to była dekoracja".

Piękna dekoracja, ale przeminie przecież. Spektakl zwany życiem, wszechświatem, cywilizacją dobiegnie końca. Któremuś z pokoleń przyjdzie oglądać koniec. Nadejdzie czas Apokalipsy.

* * *

Kto go zaprosił?
Wit Stwosz zjawił się na weselu w Radziwiliszkach. Mówi że postara się wyrzeźbić XX wiek.
Zawrze w drewnianych, jego ręką wyrzeźbionych klocach, istotę czasów, których nie zna. Tutaj słuchając tych ludzi co powoli do dworku zmierzają dowie się wszystkiego o tym dziwnym wieku. Kiedy tu zmierzał widział litewską puszczę a w niej odpowiednie kilkusetletnie drzewa. Tylko ciąć i rzeźbić. Tylko co rzeźbić?
Mistrzu - odezwał się Zbyszek Cybulski - teraz mamy film, fotografię. One są dokładniejsze i dosadniejsze i tam wszyscy żyją, są nieśmiertelni. Ja na ten przykład ciągle żyję. Ktoś gdzieś wkłada kasetę z moim filmem i ja strzelam do komunisty a potem ginę na śmietniku.
Spróbuj to wyrzeźbić! Nie da się.
Ale przecież - rzekł Mistrz Stwosz - moje postacie jak żywe. Tak wszyscy mówią, ści od kłamstwa i nienawiści. Ojciec Kolbe powiedział że nie trzeba się ich bać. Trzeba zrobić krok do przodu, wtedy pierzchną. Wystarczy powiedzieć im "Nie".
Idź precz.

* * *

"Przez wszystko do mnie przemawiałeś - Panie Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem".
C.K. Norwid
No i kazałeś tworzyć człowiekowi dzieła, które dają przedsmak Nieskończoności.
Taki lekki wietrzyk stamtąd.

* * *

To jest konkretne doświadczenie. Zachwiano potęgą potężnego kraju. Zachwiał nią człowiek, który mieszka w namiocie, gdzieś w nieznanym miejscu. Teraz już zawsze będziemy się bać samolotu, który niczym okrutny ptak może zniżyć lot a potem uderzyć i rozszarpać każdego. Każdy lśniący, drapiący chmury dom, dumny i potężny może za chwilę leżeć w gruzach.

* * *

A tam na Litwie, w Radziwiliszkach spokojnie i bezpiecznie.
Oni tam zbierają się, czekają na resztę gości i słuchają jak gra Bach.
Idźcie na chwilę do tego małego kościółka.
Idźcie porozmawiać z Panem.
Zapytać go, co robić. Możecie jeszcze wiele zmienić, macie wpływ na ludzi. Ale najpierw musicie być pokorni, posłuchać co mówi Pan.
A w Psalmie 11 takie oto słowa słyszymy:

"Niby ptak uleć w górę
Bo oto grzesznicy łuk napinają,
Kładą strzałę na cięciwę,
By w mroku razić prawych sercem.
Gdy walą się fundamenty,
Cóż może zdziałać sprawiedliwy".

* * *

Pić, macie wpływ na ludzi. Ale najpierw musicie być pokorni, posłuchać co mówi Pan.
A w Psalmie 11 takie oto słowa słyszymy:

"Niby ptak uleć w górę
Bo oto grzesznicy łuk napinają,
Kładą strzałę na cięciwę,
By w mroku razić prawych sercem.
Gdy walą się fundamenty,
Cóż może zdziałać sprawiedliwy".

* * *

Pisze Ryszard Kapuściński:

"Media wprowadzają nas i uczą nowej dramaturgii, tej bez ostatniego aktu, bez finału. Oto widzimy na ekranie telewizora, słyszymy w radiu lub czytamy w gazecie, że coś się zdarzyło. I nagle, nazajutrz lub po kilku dniach wszystko znika nam sprzed oczu na dobre, na zawsze. Nie wiemy, co się stało dalej z tymi ludźmi, z tą sprawą. Zdarzenie, które zostało nam przekazane, nie ma przyszłości(a najczęściej nie miało również przeszłości). "

* * *

Przed dworkiem w Radziwiliszkach zatrzymała się kareta. Wysiadł z niej car Mikołaj II. Tuż za nim wyszedł blady chłopczyk. Cierpiący na hemofilię carewicz Aleksy. On uosabia Imperium. I teraz to Imperium wykrwawia się. Aleksy to symbol. Nie będzie przekazania władzy. To jest znak końca. Tylko czy ktoś to widzi? Tylko czy ktoś to umie odczytać?

* * *

Do Niego należą czasy, narody i władza. Piłat zapytał: więc Ty jesteś Królem?
Tak, Ja jestem Królem, tylko nie takim jak ty. Przyjdź Królestwo Twoje. Tak pomyślał Andrzej Bobola patrząc na wysiadających z karety cara Mikołaja II i jego delikatnego synka.

* * *

W 1917 roku napisała Anna Achmatowa takie słowa:
"Słyszałam głos. Przyzywał kusząc,
Przemawiał do mnie: Chodźże, prędzej,
Porzuć grzesznego Kraju głuszę,
Na zawsze porzuć Rosji nędzę.
Uwolnię serce twe od wstydu,
Nowym imieniem ja pokryję
Ciężar porażek i ból krzywdy".

* * *

"Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie
kamień na kamieniu który by nie był zwalony".
(Łk.21. 6)
Jeszcze pokazują te dwie wieże szklane, dumne i błyszczące. I te dwa samoloty wbijające się w te wieże. I pytanie powstaje kiedy koniec świata. Dla tych z wieży już nastąpił koniec świata. Mieli świat telefonów komórkowych, faksów, supernowoczesnej techniki. Nie było tam miejsca dla słabego Jezusa. Odczytać ten znak. Opowiemy o tym zdarzeniu, tym co do Radziwiliszek zmierzają. Oni będą wiedzieć lepiej.

* * *

"Po co się niepokoić, wszak Bóg w nas, a my w Nim,
a poza tym wszystko takie mało znaczące".

Stukot drewnianej nogi dał się nagle słyszeć. To Brat Albert z Krakowa przybył i on te słowa od progu wypowiedział, aby się nie niepokoić. Nie wie jeszcze że w XX wieku taki strach zapanuje i przed tym strachem aby się obronić ludzie będą wypijali hektolitry alkoholu i zażywali tony narkotyków.

* * *

"Kto go nam ogłosi
anioł, nosorożec?
Może spiker który urwie w pół słowa pogodzimy się wszyscy na te pół minuty
Ostatnie z tego co nasze umrze niedowierzanie".

To napisał Janusz Pasierb.
Ostatnie umrze niedowierzanie. No bo jak to? Wszystko się skończy? Rzeczywiście anioł zwinie wszechświat w rulon i odleci a ziemia przestanie istnieć i Duch Boży będzie unosił się nad otchłanią i takiej kuli kolorowej, którą widział Neil Amstrong z Księżyca nie będzie. Tej kuli zwanej Ziemią.
Nie wierzę!
A jednak!

* * *

W salonie w Radziwiliszkach Brat Albert, ojciec Kolbe i św. Andrzej Bobola siedzą przy kominku.
Brat Albert czyta im wiersze a oni z lekkim uśmiechem przytakują. Właśnie zaczyna czytać im kolejny wiersz Janusza Pasierba.

"Jak ty chcesz dotrzeć do sedna
i coś zrozumieć
skoro nigdy nie byłeś skazany
ani odrzucony
nie paliło się przed tobą powietrze
nie rozstępowała woda, nie rozpadała ziemia
nie zostałeś wygnany nie zabijano co dzieci i owiec
nie doświadczyłeś czym jest uścisk Boga
czy kiedyś zmiażdżyło cię niebo
sądzisz że kołysanka z Betlejem to cała ewangelia
czy usłyszałeś tamten krzyk
czy sam krzyczałeś".

* * *

Przyjechał Juliusz. Jak zwykle elegancko ubrany, białe rękawiczki, laseczka.Kaszle. Przywitał się ze wszystkimi. Usiadł przy kominku i słucha jak Brat Albert czyta wiersze. Zapalił cygaro a przecież nie powinien. Jaśku idź tam i zacznij dyskusję. Za chwilę przybędą państwo młodzi. Już Bach gra im Mendelsohna.

* * *

Jaki będzie XXI wiek?
Odpowiedz Juliuszu.
I rzekł Juliusz:

"Patrząc w głębokie serca mego rany
I w niepojęte ducha mego bole,
Ujrzałem siebie, żem znowu blaszany
Pancerz miał… i miecz - i skrzydła sokole".

Dobrze, ale jaki będzie wiek XXI?
Będzie wiekiem walki wielkiej. Zniszczona być musi pycha człowieka. Wezmą dziedzictwo - jak rzekł Adam cisi, ciemni, mali ludzie.
Tak będzie.

* * *

-Mój dziadek car Aleksander II padł ofiarą zamachu terrorystycznego.
-To u nas narodził się terroryzm. - rzekł Mikołaj II.
Terroryzm to dzieło biedy, przemocy, kłamstwa i obłudy.
Ja myślę, rzekł Mikołaj II, że to jest początek końca Ameryki i w ogóle Zachodu. On musi się nawrócić, musi wrócić do Boga. Musi pokutować, wrócić wreszcie musi do życia prostego. Te ich wieżowce, to przekonanie o własnej potędze, o nieomylności, musi umrzeć.
Pokory trzeba. Ja to wiem.Pokory.

* * *

Na Europę czekamy
Europa jest jak Ezechielowe pole
Wyschniętych kości
Europa umarła
Nie uleczycie jej
Umrze, bo nie macie Ducha,
Nie macie serca.
Oddychacie pieniądzem
I żyjecie jego pomnażaniem

To powiedział w kazaniu pewien poeta ambony z XXI wieku ks.Zawitkowski. A Juliusz wiedział o tym 150 lat temu, i Adam wiedział, i Cyprian Norwid wiedział.
Ostrzegali nas. Na próżno.

* * *

Brat Albert wyciągnął z torby podróżnej chleb i Biblię. Łamał chleb i po kawałeczku dawał każdemu. Dobry chleb. Kiedy zmierzał do Radziwiliszek to ugoszczono go w jednej chacie i na drogę bochen chleba mu dano. A potem usiadł, otworzył Pismo i zaczął czytać:


"Wniwecz obrócę mądrość mądrych,
a roztropność roztropnych odrzucę
Gdzie jest mądry? Gdzie uczony?
Gdzie badacz wieku tego?
Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrość świata? "

To jest moja odpowiedź i rada dla XX wieku. Bo wiek XX zrodzi wiek XXI.

* * *

-Ja wyjadę do Ameryki, tam ziemi mi dadzą ile tylko dusza zapragnie tam się dorobię wszystkiego, tam będą kimś.
To powiedział młody parobek, który we dworku w Radziwiliszkach był chłopakiem na posyłki. Teraz przyniósł drwa by dorzucić do kominka.
-Na statek wsiądę i popłynę. Statua Wolności mnie powita a ja zacznę budować potęgę kraju, który świat zadziwi. Bo taka jest Ameryka.

* * *

I znów odezwał się Brat Albert.

"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.
Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić".

Zamknął Biblię i zamyślony wpatrywał się w ogień.

* * *

"Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie.
Lecz gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe przeminie".

Ja myślę, rzekł Mikołaj II, że wiek XXI dostał pierwszy znak. I będą następne.

* * *

Ojciec Maksymilian słysząc co Mikołaj II mówi o znakach otworzył Pismo i taki werset przeczytał:
"Potem ujrzałem inną Bestię wychodzącą z ziemi…
I czyni wielkie znaki, tak iż nawet ogniowi każe zstępować z nieba na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi mieszkańców ziemi znakami, które jej dano uczynić… "

Ap.13.11-14.
Był ten wiek XX wiekiem demonicznego święta i radości. Musi narodzić się nowych ludzi plemię dla, których tylko Chrystus będzie Panem. Celem i sensem życia. Tylko On.

* * *

"Nie ma takiej rzeczy której morze ognia
Nie obróci w popiół…
Krok za krokiem historia zatoczyła koło
Co się w nerońskim parku poczęło
Dziś dusi niewiernych. "

* * *

"Kocham każde życia drgnienie,
Pragnę każdym dniem się upić,
Bo przyszedłem na tę ziemię,
Aby zaraz ją porzucić".

To Sergiusz Jesienin przyszedł. Jasna czuprynę, uśmiechnięty, radosny.
-Usiądę tu, posłucham a potem przeczytam wam coś ważnego.
Powiem wam coś o Rosji o tym dziwnym kraju.

* * *

Musicie im przekazać aby zwrócili się ku Duchowi. Niech porzucą świat fikcji i pozorów. Szatan skonstruował misterną sieć. Pracują dla niego wydawcy, filmowcy, finansiści, architekci nawet. Nie ma tam miejsca dla Chrystusa, a tylko On jest Panem i Mocą. Niepojęty, Niepoznawalny, Nieuchwytny, nieogarnięty zmysłami, wyobraźnią, rozumem, intelektem, umysłem, duchem, jest Bóg. A my próbowaliśmy będą wśród ludzi przybliżyć Go na ile pozwalał się przybliżyć. To powiedział Juliusz, dotychczas zamyślony, zasłuchany w muzykę Bacha dobiegającą z kościoła.

* * *

Brat Albert wstał. Stukając drewnianą nogą podszedł do okna i długo patrzał. Potem rzekł: Pięknie tutaj. Urodziwe pola, lasy, drzewa i kwiaty i to mi nasuwa pewne słowa, które wypowiedział św. Jan od Krzyża.
Mówił on mianowicie tak:
"Nie zerwę kwiatów".
"By szukać Boga trzeba mieć serce mężne, oczyszczone i wolne od wszelkiego zła i od wszelkiego dobra, które nie jest samym Bogiem. Postanawia nie zbierać kwiatów na swej drodze. Przez kwiaty rozumie tu wszystkie upodobania, zadowolenia i rozkosze, jakie nadarzyć się mogą w tym życiu".

A życie w wieku XXI będzie pełne pokus. Nic tylko brać garściami. Każdy będzie mógł zostać bogiem. Przed nim będzie sława, moc i potęga. Wystarczy pokłonić głowę przed Złym.
On zapewni wszystko w oka mgnieniu.
A potem…
Co potem?

* * *

Ten dialog był taki poważny, bo czasy nadeszły smutne. Jakiś unosił się strach nad tą ziemią litewską. Z kościoła wyszli państwo młodzi. Ona w pięknej białej sukni, lecz skromnej
i on, cichy i zamyślony.
Ona to Małgorzata.
On to Michał.
Oni będą na tym weselu cieszyć się, będą marzyć o przyszłości dla siebie i dzieci swoich i pytać swoich gości jak żyć?
Jaśku wyjdź na drogę, która z Radziwiliszek w świat prowadzi, i zobacz kto jeszcze zmierza do naszego dworku?

* * *

- Chłopcze daleko jeszcze do Dworku w Radziwiliszkach?
- Pani, jeszcze ze dwie minuty drogi.
Z powozu wysiadła kobieta, nieciekawej urody, trochę speszona.
Gospodarz Marcin Cumft podając jej rękę zapytał - Skąd Pani do nas przyjechała?
- Ze Szwajcarii
Jestem Eglantyna. Eglantyna Pattey. Po całej Europie jeżdżę za Juliuszem a on tutaj. Ładny tu kraj ale dziki, niecywilizowany. I tutaj urodził się i wychował pan Juliusz?
Dziwne?
Tak pani Eglantyno - dziwne. Ale musi pani wiedzieć że tylko tam gdzie ciężko, straszno, gdzie nie wiadomo czy rano napastnik jakiś nie obudzi, gdzie przyroda dzika, rodzą się talenty. Tam gdzie wszystko poukładane, przewidywalne, po co poeta. Co on może naprawić.
Nie potrzebny on tam.
Potrzebny tu.

* * *

Ogarnij mnie
ogarnij mnie,
ogarnij mnie w zły czas
litością Twoją Boże".

Słyszycie te słowa, to z pasji Bacha, kto je śpiewa? Jeśli komuś nie wystarcza sama tylko wiara, jeśli szuka dowodów na istnienie Boga, i dowody takie gromadzi, niech zostawi na chwilę pisma teologów.
Niech posłucha Bacha.
To Brat Albert w uniesieniu powiedział te słowa.
Ja - mówi - często słuchałem w krakowskich kościołach organistów, którzy grali Bacha aby ćwiczyć swój kunszt i nieraz zasłuchałem się i do ogrzewalni spóźniłem się a tam moi bracia ubodzy posłani przez Boga aby właściwą hierarchię życiu nadać.
Mojemu życiu. Każdemu życiu.

* * *

Napisałem - rzekł Juliusz - taki wiersz, potem go wykreśliłem.
To moja wizja tego co przynosi ten wiek.
"Nie! Nigdy zły duch w godzinach zwycięstwa
Nie użył ręki takiego człowieka
I takiej siły… Tam krzyki męczeństwa,
Tam zapalone wieże - tam krwi rzeka -
Tam białe pola krzemienne - lub piasku
Całe trupami mrowiąc".

I jeszcze napisałem - rzekł Juliusz - takie słowa:
"Ów zamek… zniknął mi w ogniach pożaru rumianych
Jak widmo - w dymie do nieba porwane".
Ujrzałem - rzekł Juliusz - to co będzie.
I stało się.

* * *

Juliusz patrząc w okno wyrzekł te słowa:

"Niechaj śnię, że mię tam anioł przenosi
I palmą złote czasu mgły odgania"

Piękne słowa, panie Słowacki- rzekł Adam- piękne i mądre.


Przyjdzie czas, że tego dworku nie będzie. Żołnierze z czerwonymi gwiazdami na czapkach przyjdą, czołgami wszystko rozjadą, i dworek i kościół i cmentarz za kościołem. A potem droga szeroka asfaltowa tędy szła będzie i tym co samochodami jechać tutaj będą do głowy nie przyjdzie że stał tutaj malowniczy dworek. W długie zimowe wieczory rodzina zbierała się w salonie, czytywano książki, wiersze, zegar bił godziny, czas wydawał się życzliwy ludziom. I był życzliwy

* * *

-Więcej powiem - Juliusz wstał i zgodnie ze swoim zwyczajem zaczął chodzić dookoła stołu.
-Napisałem też takie słowa:
"Nie wiem, co to był ów świat nieznany
Który jak upiór we krwi się umywał".
Widzę - rzekł Julek - tamten przyszły świat. Świat, który odszedł od Boga i cenę za to ponosi straszliwą.
-Musicie coś zrobić.
-Ja napisałem Testament, gdyż uważam że oni … być aniołami gdyż inaczej zniszczą siebie i świat.
Bo ten dworek, w którym jesteśmy zniszczy nienawiść ubraną w mundury i czapki z czerwoną gwiazdą. Ale nienawiść będzie miała różne oblicza, różne kolory. Miłość przecież nie łaknie czci a oni chcą być bogami. W wielkich budowlach siedzą i myślą że są panami świata a przyjdzie czas gdy spłoną bez śladu.
Nicość pochłonie nicość

* * *

Do nieba sięgały te wieże. Czasami chmury drapały. A wiecie rzekł Juliusz ja o tym też pisałem w 1829r. nawet podam dzień. 16 maj.
"Patrzcie - zawołał - jak step w iskrach błyszczy
Jako szczyt nieba gwiazdami zasiany:
To ognie wrogów, dziś je Arab zniszczy".
"Szanfary" - nazwałem ten poemat. Teraz będziecie czytać, zastanawiać się jak do tego doszło. Będziecie próbować zrozumieć tamten świat. Nawet sięgniecie do Koranu. A Koran to "Szatańskie wersety".
Ostrzegano, ciągle ostrzegano.
Albo - rzekł Juliusz - pisałem tak:
"Nim lot rozwinie pobożna gromada,
Słabe, lękliwe wytracić ze stada.
Lecz patrzcie! Pierwsze już światło zagasło,
Gdy cały szereg tych ogniów zagaśnie,
Już ja tam będę - będę i dam hasło:
Wtenczas wróg śpiący już na wieki zaśnie".
Juliuszu - rzekł Jasiek - te samoloty były niczym strzały ogniste.


O tym też pisałem:

"Arab dał hasło zapaloną strzałą;
Puścił ją, słuchał, wstrzymał w piersiach tchnienie,
I zaraz wprawne ucho rozeznało
Od jęku strzały śmiertelne jęczenie,
Z którym najpierwsze uleciało życie.
Słyszał jak dzikie wzmagały się wrzaski
I jęki straszne ja hyjeny wycie".

Juliusz wstał. Szybkim krokiem wyszedł z salonu i poszedł do biblioteki. Była to specjalna biblioteka. Oprócz setek książek znajdowały się tam albumy z wycinkami prasowymi.
I Juliusz znalazł album z początków XXI wieku z wycinkami prasowymi z 12 września 2001 roku. Usiadł w fotelu i zagłębił się w lekturze. Czasami przerywał wsłuchując się w akordy, które z pasją wydawał z siebie Jan Sebastian Bach.

* * *

Parobek który wybierał się do Ameryki zaczął czytać z zapałem poemat Juliusza "Szanfary" co raz to cytował ciekawsze fragmenty. Co chwilę spojrzenia gości kierowały się w jego stronę.
"Lecz Arab prędko tymi modły syty
W swoje pustynie i skały ucieka;
Bo tam chodź ludzie dążą do pokuty,
Lica ich zdradne i oddech zatruty".

* * *

A Juliusz czytał. Zostawił albumy, znalazł dzieło św. Jana Teologa który takie słowa zapisał:
"Antychryst będzie dokonywał wielkich znaków tak iż nawet każe ogniowi zstępować na ziemię na oczach ludzi. Ten znak objawiony w Piśmie jako najważniejszy znak Antychrysta, oraz jego miejsce - powietrze - to będzie wspaniałe i straszne widowisko".

* * *

A prorok Mahomet który w Medynie pochowany w ciężkiej kutej z żelaza trumnie raj obiecuje dla tych…
Ale posłuchajmy co pisze Juliusz:
"Podług Proroka nie idą do raju -
Raj tylko dla tych, co bronią swej wiary
Co życie łożą dla swojego kraju…
Niech dla rajskiego duszy zachwycenia
Step ten pokryją mych wrogów mogiły".

* * *

To co się dzieje, jest albo przez Boga chciane, albo dopuszczane.
Nawet diabły, o ile są i działają, są dobre, złym jest tylko ich wybór i skierowanie woli.
Nie są złymi z natury a jedynie z wolnego wyboru.
Kara nie jest więc złem ze swej istoty.
O ile jest słuszna i należy się grzesznikowi, jest czymś dobrym.
Utrzymuje, bowiem, święty porządek świata.
Tak rozważał te problemy św. Tomasz z Akwinu a Juliusz w bibliotece w Radziwiliszkach czytał Tomasza i robił notatki w swoim raptularzu.

* * *

To mówi wyrocznia Pana:
"Patrz, kładę przed tobą życie i śmierć i nakazuję Ci miłować Boga twego, i chodzić Jego drogami… ale jeśli się odwrócicie i nie usłuchacie, i będziecie się kłaniać obcym bogom, oświadczam Wam dzisiaj, na pewno zginiecie".
(Pwt 30, 15 i nn)
* * *

Śmietnik świata
fragmenty:
"Raz zuchwały poławiacz szlaków niezbadanych,
Na ścigłym ptaku, w stali wykutym i drzewie
Marzył pośród mgieł lotem zuchwałym jak taniec,
Że znajdzie ową drogę, o której nikt nie wie
I doleciał: dziś kości jego białe leżą
Między złomami wozów złotych i żelaznych…
A dalej, za szczątkami wszystkich epok świata
Snują się mgły potworne
Między skrzypami centaur przechadza się ciężko
Wśród szczątków samolotu zmieszanych z kwadrygą... "

* * *

Słuchajcie - Juliusz wrócił z biblioteki - ta data 11 wrzesień 2001 jest ważna ale nie najważniejsza. To jest znak. Usiadł wygodnie w fotelu, zapalił cygaro, mimo iż na płuca chory i palić nie powinien. Państwo młodzi zerknęli na Adama. On wstał i wyrzekł te znane słowa:
"Poloneza czas zacząć".
I wyszła Małgorzata z Michałem przed dom a Jan Sebastian poloneza im grał a słysząc te dźwięki zewsząd się ludzie ściągali. I dziewczyny wiejskie do tańca tego, który na duchu podnosi, przez gości naszych były proszone. I już Adam tańczy i Juliusz tańczy poloneza chociaż wolałby mazura i Wit Stwosz i Mateusz Birkut choć kiepsko mu to idzie i Zbyszek Cybulski i nawet godnie stukając drewnianą nogą tańczy brat Albert. Niech tańczą. Tylko ten taniec im pozostał. I raz i dwa i trzy mijają dni. Który to już miesiąc mija za miesiącem, który to już rok?

* * *

Juliusz wrócił do biblioteki. Tam czekał na niego parobek, który do Ameryki się wybierał. Co jeszcze pisałeś o wieżach płonących, Mistrzu?
-W "Królu - Duchu" poczytaj, w odmianach mego poematu, znajdziesz takie wersy:
"Tam jakieś wieże, gdzie zlatują górą
Nawały… z mieczami…
Tam coś strasznego… Latają straszne...
… wieża - w ogniach - Myślałem że wojsko uderza…
… Myślałem, że to ci wymordowani
I ci pocięci i krwią pobryzgani... Idą".

Zapadła cisza. Juliusz zamyślony patrzył na obraz Chrystusa, Ukrzyżowanego.

* * *

Wszedł Adam.
- Czemuś to odszedł od nas Juliuszu?
- Zatańcz jeszcze. Wykorzystaj tę chwilę, wszak na Litwie jesteśmy i to wesele, a ty tylko czytasz, myślisz, dręczysz się
Co ma być to będzie. Nic naszą poezją nie zmienimy. Będą się zachwycać a i tak zrobią swoje. Litwę utracą, aniołami nie będą. Zasypie wszystko, zawieje kun zapomnienia. Ale pisać musimy, trzeba mieć nadzieję.
Jak ty to napisałeś?
"Lecz zaklinam niech żywi nie tracą nadziei".
Tak to szło Juliuszu?
Jak to Adamie, mego Testamentu nie znasz?
Znam. Dobrze znam.

* * *

Wielkie domy bez krzyża zniszczy nienawiść. Widzieliście to na własne oczy. A myśmy myśleli że gdy jest CIA i FBI to ważniejsze niż opatrzność i że jesteśmy bezpieczni. Źle myśleliście. Straciliście wiarę w Boga. Zemścimy się!Nie! Nie róbcie tego, bo uczynicie jeszcze większe nieszczęście. Pomnożycie zło.
Bp.J.Zawitkowski.

* * *

Wiadomość o weselu w Radziwiliszkach rozeszła się lotem błyskawicy. Aby się spotkać, poglądy wymienić, posprzeczać się i poznać lepiej a przede wszystkim zrozumieć ten, tamten, nasz świat wielu przybyło jeszcze. Buhakow Michał przybył. Nie, jego eskortował oddział NKWD. Hendel przyjechał by zmierzyć się z Janem Sebastianem, a przede wszystkim przedstawić "Mesjasza". Powiało grozą kiedy do salonu wszedł Feliks Dzierżyński. Lodowatym wzrokiem powiódł po zebranych, jednakże władza jego tutaj nie sięgała. Niepostrzeżenie zjawił się Chopin. Z saloniku w lewym skrzydle usłyszano dźwięki
Poloneza As Dur. Rodzina Kossaków się zjawiła by namalować panoramę XXI wieku. Chcą namalować to co będzie. XX wieku malować nie chcą gdyż krew kapała by z płótna. Tak więc zostaną "Same tylko płótna". Bo tam gdzie nie ma Jezusa jest pustka, zło i nienawiść.



Grzegorz Pieńkowski