OKSYMORON       Moc truchleje, blask ciemnieje, Nieskończony ma granice. Jak to możliwe? Jeśli nie tylko śpiewamy, ale uważnie słuchamy tych słów zdziwimy się i zaskoczymy.
       Bóg się rodzi! Dla wielu to niemożliwe, to skandal, że Bóg, którego czcimy stał się człowiekiem. Być może i my wolelibyśmy wyobrazić sobie Boga i przyzwyczaić się do tego obrazu. Taki Bóg wyobraźni jest łatwo przewidywalny. Przydałby się taki Pan Bóg, co z każdym jest za pan brat, popiera nasze czyny i nie chce nic zmieniać. Przydałby się? Tylko, komu i do czego?
       Rzeczywiście. Bóg stał się człowiekiem, naszym bratem. Narodził się jako człowiek, aby człowiek miał w sobie życie Boże. To jednak zakłada gotowość na zmiany, burzy tzw. święty spokój i prowokuje do przyjęcia tego, co zaproponuje Bóg. To, co niemożliwe dla nas, dla Boga jest możliwe.
       Święta, święta i po świętach. Witryny sklepów już od dawna stały się świąteczne. Starsi wspominają puste półki w czasach pełnych absurdu, a młodych obchodzi to zazwyczaj (niestety) tyle, co zeszłoroczny śnieg. Przyzwyczailiśmy się do świątecznego kieratu. Czy Bóg nas jeszcze zaskoczy: podczas wigilii, w Nowym Roku? Zaśpiewamy kolędę Bóg się rodzi i inne. A przecież ogień nie krzepnie, nie zastyga w bezruchu a moc nie truchleje, nie płoszy jej słabość. Autor kolędy, poeta Franciszek Karpiński celowo połączył ze sobą wyrazy o przeciwstawnym znaczeniu. Taki zabieg to oksymoron. Poeta chciał przez to pokazać jak wielka, po ludzku wręcz niemożliwa jest to rzecz, że Bóg się rodzi. Owszem Bóg się narodził. To także oksymoron. Niepodobne przecież, aby w jednej osobie Jezusa istniały razem dwie odrębne natury, boska i ludzka. A jednak! W teologii nazywa się to współistnieniem przeciwieństw.
       Bóg się narodził i nie ma innego zbawiciela, tylko Jezus Chrystus. Nieskończony przyjął ludzkie granice, aby każdy z nas mógł przekraczać swoje ograniczenia i korzystać z nowych możliwości. Chrystus stał się konkretnym człowiekiem, Jezusem z Nazaretu. Jest On prawdziwą nowością, przerastającą nasze najśmielsze oczekiwania. On może i nas odnowić. Każdy, kto to zrozumiał, inaczej przezywa święta. Tak, bo święta można przezywać, nie tylko świętować. Jeśli nawet blask nie ściemnieje, moc nie struchleje, to Bóg może narodzić się w nas i nas zaskoczyć, jeśli Mu na to pozwolimy. Wtedy puste miejsce przy stole może ktoś zajmie. Może spędzimy ze sobą więcej czasu niż zazwyczaj. Tradycja i dobre zwyczaje może ożyją i nie będą nudzić, ale pomogą nam zbliżyć się do siebie. Czyż nie szukamy nadzwyczajnych rzeczy w codzienności zwyczajnych dni? Oksymoron? Z pewnością. Podobnie jest z narodzeniem Boga. Jeśli tylko nie poprzestaniemy na świątecznym jedzeniu i oglądaniu telewizji, ale zapragniemy przeżyć spotkanie z Bogiem na Mszy Świętej, w drugim człowieku, podczas osobistej modlitwy, to bardzo prawdopodobnie, że Bóg nas zadziwi i następne święta głęboko przeżyjemy. Dla Boga nie ma nic niemożliwego.


Basia z Zielonej Góry