Z Panem Bogiem w Londynie Szczęść Boże!
Wróciłam pełna przeżyć z Londynu i postanowiłam napisać o moim Spotkaniu z Miłością Bożą właśnie tam, będąc w Londynie.

Wyjechałam z Polski z wielką ufnością do Boga, że nam tam pomoże. Wyjeżdżając z koleżanką do Londynu w poszukiwaniu pracy wiedziałyśmy, że możemy jej nie znaleźć, ale zaryzykowałyśmy. Początki były bardzo ciężkie przez dwa tygodnie brak rezultatów w poszukiwaniach naszych, tragiczne bombowe wybuchy, które bardzo przeżyłyśmy będąc dokładnie w tym zapalnym punkcie, kłótnie, rozpacz, depresja to wszystko nam towarzyszyło. Jedyną rzeczą, która ratowała mnie od całkowitego dołka to to, że jeździłam i szukałam polskiego kościoła, aby móc tam się schronić i wypłakać prosząc Boga o pomoc. I gdy znalazłam pierwszy polski kościół w miejscowości Angel (Anioł) spędziłam w samotności z Bogiem 2 godziny, bo już nie miałam sił co dalej robić, poddałam się i liczyłam tylko na Jego pomoc. Serce me płakało i drżało, gdyż czuło jego obecność, że On tam jest i słucha. Pojechałam do domu i następnego dnia, gdy się obudziłam znów zaczęłam szukać pracy, ale kolejny dzień okazał się porażką. Następnego dnia postanowiłyśmy, że odpoczniemy i wieczorkiem, aby wybrnąć z naszego złego nastroju poszłyśmy potańczyć na dyskotekę i tam właśnie poznałyśmy osobę, która okazała się dla mnie ratunkiem to właśnie ta nowo poznana osoba okazała się zaufaną i znalazła mi pracę. Pracowałam w malutkiej i przyjaznej kawiarence. I naprawdę teraz patrząc na to wszystko nie wiem za co otrzymałam takie szczęście spotykając tylu dobrych ludzi, którzy pomogli mi bezinteresownie i pokochali moją osóbkę, to jak rozmawiałam z klientami zawsze uśmiechnięta i pełna radości, umiałam pogodzić wykonywanie pracy i jeszcze wysłuchanie ludzi, i ich pocieszanie, gdy byli w złych nastrojach. I ludzie taką mnie zawsze widzieli. Lubię rozmawiać z ludźmi i pomagać, jeśli jestem w stanie, tak jak mi pomogli bezinteresownie nie oczekując niczego w zamian. Ale niestety ja w środku nie czułam się tak cudownie gdyż, w pewnym momencie zagubiłam się całkowicie, otrzymałam od Boga to o co prosiłam, a jak się mu odwdzięczyłam? Oddaleniem się od niego, już miałam pracę, byłam zajęta, wesoła, dziękowałam Bogu za to, ale tylko tak przelotnie jadąc autobusem w myślach, ale nie miałam już czasu na pacierz, ani ochoty. Tak samo, żeby pójść do kościoła w niedzielę, bo uważałam, że po całym tygodniu porannego wstawania i ciężkiej pracy jestem przemęczona i mogę pospać dłużej. To była moja najlepsza wymówka dla samej siebie. Teraz mi wstyd. Ale niestety taka jest głupia natura człowieka, jeśli jest ciężko to na kolanach w kościele prosi, a gdy już udało mi się wszystko, to trochę opadłam w mej wierze, choć nie zapomniałam od kogo to otrzymałam.
Próbowałam wzmocnić mą wiarę, ale do pacierzy nie miałam chęci, a z kościołem, jak nie poszłam zawsze czułam wyrzuty sumienia. I pewnego dnia wybrałam się w wolnej chwili do Parku, gdzie wcześniej bywałam i siedząc na ławce wsłuchiwałam się w tą ciszę i spoglądałam na to cudowne piękno, które Bóg stworzył. I ta cisza właśnie napełniła mnie, dodała siły, rozbudziła znów Bożą Miłość w mym sercu, aż tak, że zaczęłam chodzić po pracy do kościoła na nabożeństwa różańcowe i adoracje mimo mego zmęczenia.
I tak drugi raz Bóg dotknął mej duszy i wysłuchał próśb.
Teraz jestem znów w Polsce wróciłam z nowymi doświadczeniami i przeżyciami. Jeszcze się gubię tu w mętliku mych myśli, jeszcze szukam siebie i jakoś trudno jest mi jeszcze nawiązać tą całkowitą więź z Bogiem. Pewne uczucia i wątpliwości niestety pozostały te same co przed moim 4 miesięcznym wyjazdem.
Jedyną, choć niełatwą receptą na tę moją słabość jest: całkowite otwarcie serca na Bożą miłość, wpuszczenia go do tej części zakamarka serca, które jest jeszcze brudne.
Jeśli jakaś sprawa jest jeszcze może nie do końca wyjaśniona i z tym mi źle, to mnie boli, dlatego proszę Cię Panie wejdź w to moje chore miejsce w sercu, ulecz je, bym mogła kochać Cię całym i pełnym sercem, a nie tylko jedną cząstką.


Wiola z Rumi