Moje świadectwo. Postanowiłam przysłać tu na tę cudowną stronę ks. Andrzeju swoje świadectwo i powiedzieć jak wielka jest moja miłość do Jezusa Miłosiernego i św. Faustynki
jestem czcicielem Bożego Miłosierdzia i pragnę poprzez swoją twórczość Je sławić.
Chcę powiedzieć jak zmieniło się moje życie odkąd Jezus rozniecił w moim sercu tę cudowną miłość.
Pragnę powiedzieć wszystkim
czyńmy dobro wokół siebie,
a na pewno dzięki temu będzie lepszy "świat"
nasz świt mały, a zarazem wielki,
w którym nie ma smutku i łez,
w którym ludzie uśmiechając się do siebie
przekazują sobie Twoją moc Jezu,
moc miłości do bliźniego.
Dziękuję Ci mój Jezuniu za to, że wysłuchałeś mych próśb.
Mawiają, że wiara czyni cuda i dla mnie stał się cud.
Przede wszystkim jednak miłość do bliźniego, dobroć dla otoczenia okazywana czynem.

"Kocham Cię Jezu"
Boże dałeś mi znak
otworzyły się przede mną bramy.
Pytałam Jezu, co mam w życiu czynić, jaką obrać drogę?
W chwili zwątpienia i rozpaczy wołałam do Ciebie -
Jezu ja już dłużej tak żyć nie mogę.
Ty dałeś mi wiarę w chwili zwątpienia.
Uwierzyłam, że mogę coś zmienić.
Ludziom pomoc nieś- powiedziałeś mi, że wielką miłością mam obdarować świat.
Mój świat mały, a zarazem wielki, w którym nie ma smutku i łez.
W którym ludzie uśmiechając się do siebie, przekazują sobie Twoją moc Jezu,
moc miłości do bliźniego.
Dziękuję Ci mój Jezuniu za to, że wysłuchałeś mych próśb.
Mawiają, że wiara czyni cuda i dla mnie stał się cud.
Bo moje prośby i modlitwy zostały wysłuchane, Boże, Jezu ukochany.
Modliłam się do Ciebie na Twoje święte promienie,
o pokój na świecie, o moje ukochane dzieci.
O to, aby w ludzkich sercach zagościły dobro i miłość.
I Ty mnie wysłuchałeś i dziękuję Ci za to Jezuniu ukochany.
Dzisiaj wiem po co żyję, w życiu mam jasny cel,
który daje mi radość na każdym kroku i w każdy dzień.
Myśl, że mogę komuś pomóc, dać odrobinę ciepła napawa mnie radością.
Tak jak Ty cały świat i wszystkich ludzi otoczyłeś miłością.
Miłością bezgraniczną,
miłością bezinteresowną...
Kocham Cię Jezu i dziękuję Ci.
Będę jak Twój uczeń, aż do końca moich dni czynić dobro i nie czynić źle.
MÓJ JEZUNIU KOCHAM CIĘ!



Mam na imię Małgosia, jestem masażystką z zamiłowania i powołania, ponieważ kocham ludzi i mam wielką potrzebę niesienia pomocy cierpiącym. Niektórzy mówią, że jestem terapeutką serc, ponieważ pragnę poświęcać się potrzebującym, odrzuconym i pokrzywdzonym przez los.
To moje dodatkowe zajęcie i moja pasja, bo zawodowo pracuję w laboratorium Szpitala Świętej Trójcy w Płocku, z czego też jestem dumna, ponieważ ten szpital ma 600lat i założyła go siostra króla Władysława Jagiełły. Tam pomagały chorym siostry zakonne i tam właśnie staram się przekazać koleżankom mój optymizm, pogodę ducha i rozsiewać radość na każdym kroku.
Kontakt z ludźmi cierpiącymi jest dla mnie ogromnym przeżyciem.
Mam okazję ulżyć w ich cierpieniu podczas zabiegu, masażu, ale także mam możliwość rozmowy, lub wysłuchania kogoś, kogo życie przerosło lub jest odrzucony przez otoczenie lub po prostu ma problemy.
Jest to niezwykłe przeżycie dla mnie i dla człowieka, często starszego, któremu taka rozmowa przynosi ulgę i pojawia się uśmiech na twarzy niejednokrotnie taki człowiek mi mówi, że jest szczęśliwy.
I to ja wtedy jestem szczęśliwa.
Pragnę podzielić się tym, co dla mnie znaczy miłość do Jezusa i miłość do bliźniego.
Jezus Miłosierny prowadzi mnie przez życie, to On otworzył moje oczy i moje serce na innych. Moja miłość do Jezusa przejawia się w potrzebie pomagania i niesieniu pomocy bliźniemu.
Moja potrzeba pomagania innym ludziom jest ogromna. Często mam uczucie, że przepełnia mnie szczęście i radość, (sama nie wiem skąd to się bierze, a może wiem, że to działanie Ducha Świętego) bo chciałabym uchylić każdemu człowiekowi nieba. Mam wtedy niespożyte pokłady energii (mogę wtedy "przenosić góry") wtedy także rzeczy niemożliwe stają się możliwe
wtedy też pragnę dzielić się swoją ogromną radość i pogodę ducha, która mnie rozpiera i pragnę podzielić się tym uczuciem z każdym napotkanym po drodze człowiekiem.
Każdemu napotkanemu człowiekowi życzę, aby w życiu spotkało go wszystko co najlepsze. Pragnę aby każdy człowiek poznał to uczucie i był szczęśliwy tak jak ja.
Pragnęłam pomagać innym i Bóg dał mi tę możliwość, ponieważ jako masażystka mam kontakt z drugim, niejednokrotnie bardzo cierpiącym człowiekiem. Właśnie też dzięki temu mam możliwość dać odrobinę szczęścia swojemu "bliźniemu" i sprawić, aby w szarości życia ludzie umieli odnaleźć to co dobre i piękne, by czerpali z życia to co najlepsze i najpiękniejsze. Modliłam się do Boga o to wszystko i to się spełniło i jestem szczęśliwym człowiekiem.
Dlatego w miarę moich skromnych możliwości staram się przekazywać innym wiedzę o tym jaką moc ma głęboka wiara i prawdziwa modlitwa i dawanie siebie innym. Ponieważ sama tego doświadczyłam i nadal doświadczam, chociaż moje życie też nie było i nie jest usłane różami.
Nie zawsze było tak wspaniale jak jest obecnie Kiedyś uważano to co robię za dziwne, bo zawsze byłam radosna i szczęśliwa i zadowolona (to, że w każdej chwili byłam gotowa nieść pomoc innym bezinteresownie i to z ogromną radością). Czasem koleżanki pytały czy mnie to nie męczy bycie taką uprzejmą dla każdego i dobrego i złego?
Moje środowisko zaakceptowało moją inność poglądy na życie i to jak wielka jest moja miłość do Jezusa i drugiego człowieka i już nikt się niczemu nie dziwi. Dzielę się z innymi tym czy zostałam obdarowana, darami jakimi obdarzył mnie Jezus, moja pomoc przy różnych dolegliwościach i już nikogo nie dziwi, że komuś pomogłam, bo minął ból głowy, lub biodra lub ustąpiła migrena lub nerwica, rzucają palenie i to, że moja obecność im pomaga, rozdaję teksty o Bożym Miłosierdziu.
Nikt się nie dziwi, że zaczęłam pisać o Bożym Miłosierdziu, Duch Święty przeniknął mnie daje mi natchnienie abym mogła sławić Boże Miłosierdzie w wierszach, rozważaniach i modlitwach i to, że robię to pod natchnieniem Ducha Świętego dzięki Jezusowi Miłosiernemu i dla Niego i dla ukochanej S. Faustynki, która uprasza łaski dla nas wszystkich.

Jak powstała pieśń o deszczu Miłosierdzia...
Pewnego deszczowego wieczoru wracając z pracy miałam takie właśnie natchnienie, nagle powstał w mojej głowie tekst pomyślałam więc, że to wiersz, a po chwili pojawiła się melodia do niego, takiego czegoś jeszcze nie przeżyłam. Słowa były piękne i melodia także piękna, idąc tak w strugach deszczu nuciłam sobie tę piosenkę i nagle pojawił się w mojej głowie tytuł, który cudownie brzmiał: "Deszcz Miłosierdzia". Jakże było szczęśliwe moje serce, trzepotało jakby były w nim motylki. Postanowiłam ocalić od zapomnienia tę pieśń o deszczu Miłosierdzia i nagrałam po powrocie na płytę. Potem przyszły wskazówki we śnie.
, , Pieśń ta ma być wykonana tam, gdzie jest odprawiana droga krzyżowa nie wiedziałam jak to zrobić, ale natychmiast otrzymałam pomoc od Jezusa"
Bóg natychmiast postawił na mojej drodze ludzi, dzięki którym ta pieśń zabrzmiała w kościele.
To było wyjątkowe przeżycie, ponieważ pieśń ta była zaśpiewana w rocznicę urodzin Ojca Świętego. Z dedykacją dla niego w płockim kościele św.Bartłomieja. Wiem, że mam mówić ludziom i pisać o tym jak wielkie jest Boże Miłosierdzie i robię to bez względu na wszystko, choć ludzie nie ułatwiają mi tego, wręcz przeciwnie. Ale wierzę, że nadejdzie kiedyś taki dzień,
kiedy to Duch Święty zstąpi na ludzi, kiedy to pootwierają się ludzkie serca na Boże Miłosierdzie
i Jezus wleje w nie tyle miłosiernej miłości ile tylko zapragną. Wczoraj będąc na koronce do Miłosierdzia w Płockim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego siostra zakonna która tam śpiewa wzięła ode mnie tekst i moje nagranie i powiedziała, że będzie ją śpiewała w kaplicy Miłosierdzia Bożego. Dla mnie to wielkie wyróżnienie i nagroda od Jezusa Miłosiernego.
Jestem z tego powodu szczęśliwa. Dla mnie najważniejsze jest to, że potrafię o tym wszystkim mówić bez względu na wszystko, ponieważ otrzymałam od Miłosiernego Jezusa cudowny dar cudowny, dar odwagi mówienia o tym jak wielkie jest Miłosierdzie Boże.
Dzisiaj już wiem, że w swoim środowisku dzięki Jezusowi Miłosiernemu, który dał mi odwagę "zasiałam":
pogodę ducha
radość z małych rzeczy
i optymizm
i wiarę

Wzorem i przykładem jest dla mnie Siostra Faustyna,
której życie i modlitwy są dla mnie drogowskazem na całe życie
* Przebaczenie jako miłosierdzie
* Pocieszenie jako miłosierdzie
* Modlitwa jako miłosierdzie
* Czyny miłosierdzia

A teraz zacytuję Siostrę Faustynę...

Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie:
niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.
Dopomóż mi do tego, o Panie,
aby moje oczy były miłosierne,
bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą.
Dopomóż mi, Panie,
aby słuch mój był miłosierny,
bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.
Dopomóż mi, Panie,
aby język mój był miłosierny,
bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.
Dopomóż mi, Panie,
aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków
bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, a na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.
Dopomóż mi, Panie,
aby nogi moje były miłosierne,
bym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie jest w usłużności bliźnim.
Dopomóż mi, Panie,
aby serce moje było miłosierne,
bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówię serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój (...).

Jezu mój, przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz! - tak pisała św.S. Faustynka moja powierniczka i pocieszycielka.



Małgosia z Płocka