Modlitwa kaktusa

Mój Boże, kocham moje kolce i stale je pokazuję,
bo przecież należą do mnie, są częścią mojej istoty
i chcę, by wywierały wrażenie.
Wiem, że jestem ostra:
mam ostry język
i tak łatwo wbijam ostre igiełki.
Lecz przecież ja tylko się bronię,
gdy ktoś chce podejść do mnie za blisko.
Bronię się przed zranieniem,
a nawet miłość może ranić,
i dlatego mam się na baczności.

Gdy ktoś się pokłuje, jest winien sam sobie,
bo ostrzegałam, by nie podchodził tak blisko!
Ostrzegałam, by mnie nie dotykał!
Nie dla żartu pokazywałam ostre kolce!
A on to zlekceważył.

Tylko Ty, Panie, wiesz,
co kryje się w moim wnętrzu,
pod tymi wszystkimi kolcami.
Tylko Ty, Panie, wiesz,
jak bardzo jestem miękka
i jak łatwo mnie zranić!
Tylko Ty, Panie wiesz,
że stroszę moje kolce,
bo tak bardzo boję się zranienia.
Tylko Ty, Panie, wiesz,
jak bardzo tęsknię za czułością,
jakim uczuciem darzę każdego,
kto mnie kocha mimo moich kolców,
kto mnie kocha ze wszystkimi moimi kolcami.

Drogi kaktusie!
Nie szukaj nikogo,
nie uganiaj się za szczęściem
i akceptacją Twoich kolców,
bo szczęscie jest blisko Ciebie.
Ja Cię kochm
i przyjmuję taką jaką jesteś
z twoimi kolcami.
Ja, Jezus, przygarniam cię do
Swego Serca.

Dziękuję Urszuli z Krakowa za nadesłanie tego tekstu.