Sąd nad Jezusem... Sam Na końcu czasu na wielkiej równinie miliardy ludzi zebrały się przed tronem Boga. Większość odwracała wzrok od jasnego światła przed nimi. Grupy znajdujące się z przodu rozmawiały rozgorączkowane- nie uniżenie, ze wstydem, lecz z zacietrzewieniem.
- Jak Bóg może nas osądzać? Co On wie o cierpieniu?- warknęła młoda brunetka. rozerwała rękaw, odsłaniając wytauowany numer z hitlerowskiego obozu koncentracyjnego- Znosiliśmy terror...Bicie...Tortury...ŚMIERĆ !!!!!!

W innej grupie czarny chłopiec obniżył swój kołnież - A co wy na to??- spytał z pretensją w głosie, pokazując brzydki ślad po stryczku- Zlinczowany tylko za to że byłem czarny! Dusiliśmy się na statkach niewolników , byliśmy odrywani od rodzin, a od harówki mogła nas uwolnić jedynie Śmierć!!

W następnej grupie młoda dziewczyna spoglądała ponuro. Na jej czole widniał napis: "NIEŚLUBNE" -Znosić moje piętno- mówiła półgłosem- było poza... poza...wykraczało poza... poza...
- jej głos cichł coraz bardziej wkoncu zagłuszyły go inne.

Jak okiem sięgnąć, na równinie były settki , tysiące takich grup. Każda wnosiła skargę przeciw Bogu za zło i cierpienie, a które pozwolił na tym świecie. Ileż szczęścia miał Bóg, mogąć żyć w niebie, gdzie wszystko jest słodyczą i światłem, gdzie nie ma płaczu, strachu , głodu i nienawiści. W istocie,cóż Bog mógl wiedzieć o tym co ludzkość musiała znosić na tym świecie??? W koncu Bóg prowadzi całkiem bezpieczne życie- mówili.

Każda z grup wysłała więc swojego przywódcę, który wybrany został ze względu na doświadczenie największego cierpienia. Był tam Żyd, czarna kobieta, "nietykalny", nieślubne dziecko, czlowiek okropnie zdeformowany przez artretyzm , mieszkanieć Hiroszimy i ofiara serbskiego obozu zagłądy. Pośrodku równiny odbyli ze sobą naradę.

W końcu byli gotowi do wniesienia sprawy, a ta była całkiem prosta. Zanim Bóg zakwalifikuje się na ich sędziego, musi doświadczyć tego co oni wycierpieli. Podjeli decyzję, że Bóg powinien zostać

SKAZANY NA ŻYCIE NA ZIEMI .... JAKO ISTOTA LUDZKA!!!!!

Lecz ponieważ był Bogiem,
przedsięwzieli pewne kroki, chcąc mieć pewność, że nie wykorzysta swojej boskiej mocy, aby sobie pomóc:

- Niech urodzi się Żydem!
- Niech jego pochodzenie budzi wątpliwości do tego stopnia aby nikt nie wiedział, kto naprawde jest jego ojcem!
- Dajmy mu pracę tak trudną, aby nawet jego rodzina uważała,że postradał zmysły próbując ją wykonać!
- Niech próbuje opisać coś, czego żaden człowiek nie widział, nie smakował,nie smakował, czy nie wąchał. Niech próbuje ludziom opisać Boga!
- Niech zostanie zdradzony przez swoich najbliższych przyjaciół!
- Niech zostanie fałszywie oskarżony, sądzony przez uprzedzoną ławę przysięgłych,
skazany przez tchórzliwość sędziego!
- W koncu niech sie przekona, co to znaczy być straszliwie samotnym,
całkowicie opuszczonym przez wszystkie żywe stworzenia!
- Niech będzie torturowany, a potem niech umrze!
- Niech umiera tak,żeby nie było co do jego śmierci żadnych wątpliwości!
- Niech światkiem tej śmierci będzie wielki tłum!
Gdy każdy z przywódców ogłaszał swoją część wyroku, zgromadzona ciżba ludzka wydawała głośne pomruki aprobaty. Lecz gdy ostatni zakończył swoją wypowiedz zapadł długa cisza.
Nikt nie wypowiedział słowa.
Nikt się nie poruszł.
Gdyż nagle wszyscy pojeli.
Bóg...
On już otrzymał swój wyrok....


Autor nieznany


(Danusiu dziękuję Ci za przesłanie mi tego tesktu...)