Ślady na piasku pisane wierszem  Sen miałem wczoraj. Sen jeden z niewielu,
jakie ma pamięć zachować zezwoli.
Plaża ogromna, dziewicza się ściele,
a na niej Jezus kroczący powoli.
Ujrzał mnie nagle, przywołał do siebie,
więc szliśmy brzegiem wśród ciszy i blasku.
Pogoda cudna, ni chmurki na niebie,
tylko za nami dwa ślady na piasku.
Nagle się niebo całunem nakrywa.
Jak na ekranie widzę życie moje.
Scena po scenie szybko się rozgrywa,
przywodząc przeszłe radości i znoje.
My wciąż idziemy równym, wolnym krokiem,
niebiański ekran wciąż me życie toczy,
chronologicznie, każdy rok za rokiem.
To się uśmiechnę, to znów przymknę oczy.
Nagle niechcący do tyłu spojrzałem:
raz ślad się urwał, to znów podwójny,
lecz się Jezusa zapytać nie śmiałem.
Na niebie nadszedł własnie okres wojny.
Te przerwy w śladach spokoju nie dały.
Patrzyłem w niebo obojętnym okiem myśląc:
dlaczego ślady się zrywały?
A szliśmy przecież stale równym krokiem.
Wreszcie ciekawość wzięła mnie w okowy.
Spytałem: "Panie, czemu nasze ślady
raz są podwójne, pojedyńcze znowu?
Bo wytłumaczyć tego nie dam rady."
"Synu - Pan rzeknie - gdy jesteś w swym życiu
w niebezpieczeństwie albo też w udręce,
ja czuwam stale, a czuwam w ukryciu
i w tych momentach biorę cię na ręce..."


Z pozdrowieniami z Białegostoku i ze wspólnoty Saruel
Eliza:)